Opowiadania erotyczne

Wyruchałem czterdziestoletnią blondynkę w pociągu do Gdańska

Pociąg do Gdańska ruszył punktualnie. Wrocław został z tyłu, a ja wsunąłem się do przedziału pierwszej klasy z torbą na ramię i uczuciem, że wreszcie będę miał spokój. Drzwi odsunęły się z cichym szczękiem i okazało się, że nie będę sam.

Ona już siedziała przy oknie. Blondynka, około czterdziestki, włosy upięte w niski koczek, z którego wystawały delikatne pasma. Elegancki beżowy żakiet, biała bluzka rozpięta o jeden guzik za daleko, dopasowana spódnica do kolan i nogi skrzyżowane w sposób, który od razu przyciągał wzrok. Na stoliku obok niej stała butelka wody i otwarty tablet. Gdy wszedłem, uniosła wzrok i uśmiechnęła się lekko, pewnie, bez ani krzty zaskoczenia.

— Wygląda na to, że jedziemy razem do końca — powiedziała. Głos miała niski, ciepły, lekko chrapliwy. — Monika. Pierwsza klasa ma swoje zalety, prawda? Cisza i… prywatność.

— Kuba — przedstawiłem się, siadając naprzeciwko. — I tak, prywatność akurat dziś bardzo mi pasuje.

Pociąg nabrał tempa. Za oknem migały perony, potem bloki, potem pola. Przedział był wąski, pachniał nowym materiałem foteli i jej perfumami – czymś drzewnym, drogim, z nutą skóry. Monika zdjęła żakiet i położyła go obok. Bluzka obcisnęła piersi. Nie nosiła biustonosza albo był tak cienki, że sutki delikatnie rysowały się pod materiałem, gdy pociąg lekko podskakiwał na torach.

Rozmawialiśmy najpierw o niczym. O pracy, o tym, że ona wraca z weekendowego szkolenia, ja jadę do Trójmiasta „w interesach”. Po dwudziestu minutach rozmowa zsunęła się na bardziej prywatne tory. Ona przekładała nogi, spódnica wjeżdżała wyżej na udo, a ja udawałem, że patrzę na mijane jeziora.

— Samotna podróż pociągiem ma swój urok — mruknęła, otwierając wodę. — Szczególnie gdy towarzysz jest… interesujący. Patrzy pan tak od progu, jakby już coś planował.

Uśmiechnąłem się krzywo. — A pani pozwala na takie spojrzenia, czy tylko testuje?

Monika odchyliła się na fotelu, piersi uniosły się pod bluzką. Spojrzała mi prosto w oczy, bez wstydu, z lekkim błyskiem rozbawienia i czegoś głębszego.

— Testuję. I na razie wyniki są bardzo zachęcające. Wie pan, co jest najlepsze w pierwszej klasie na tej trasie? Że konduktor zagląda rzadko. A drzwi mają zasuwkę.

Przesunęła się bliżej okna, robiąc miejsce na ławce, jakby zapraszała. Nie usiadłem od razu obok, ale pochyliłem się do przodu. Nasze kolana zetknęły się. Ona nie cofnęła nogi. Wręcz przeciwnie – lekko docisnęła.

— Monika… — Nie kończ grzecznie — przerwała cicho. — Jadę sama. Pan jedzie sam. Za oknem pędzą kilometry pustych pól, a w przedziale robi się coraz cieplej. Od dziesięciu minut myślę o tym, żeby zasunąć te drzwi i sprawdzić, jak pan smakuje.

Słowa padły spokojnie, jak komentarz o pogodzie. Serce zabiło mi mocniej. Pociąg wjechał w las, światło stało się zielone i migotliwe. Monika wstała powoli, podeszła do drzwi i z lekkim kliknięciem zasunęła zasuwkę. Wróciła, ale zamiast usiąść naprzeciwko, usiadła obok mnie. Blisko. Udo przy udzie. Zapach jej szyi uderzył mocniej.

Położyła dłoń na moim kolanie. Palce ciepłe, pewne. Przesunęły się centymetr wyżej.

— Nie jestem dziewczynką, Kuba — wyszeptała, odwracając twarz do mnie. — Mam czterdzieści lat, wiem, czego chcę, i rzadko czekam, aż facet zrobi pierwszy krok. A ja chcę pana. Tutaj. W tym przedziale. Zanim dojedziemy do następnej większej stacji.

Jej dłoń wędrowała wyżej po udzie, powoli, prowokująco. Moja ręka sama znalazła się na jej talii, pod bluzką, na gołej, gorącej skórze. Monika wciągnęła powietrze z cichym zadowoleniem i przysunęła się jeszcze, aż jej pierś otarła się o moje ramię.

— Za oknem nikt nas nie zobaczy przy tej prędkości — kontynuowała, usta tuż przy moim uchu. — A ja od momentu, gdy pan wszedł, jestem mokra na samą myśl, że mogę pana tu rozebrać i wziąć. Albo pozwolić, żeby pan wziął mnie. Jak woli.

Odwróciłem głowę. Nasze usta znalazły się centymetr od siebie. Jej oddech pachniał miętą i lekkim winem, które pewnie piła wcześniej. Dłoń na moim udzie wreszcie dotknęła twardego zarysu przez materiał spodni i ścisnęła wyraźnie, z uznaniem.

— Widzę, że pan też nie jest obojętny — mruknęła z uśmiechem. — Więc decydujemy. Albo teraz zasłaniamy roletę i robimy to, na co oboje mamy ochotę… albo udajemy grzecznych pasażerów aż do Gdańska. Ale ja już wybrałam.

Pociąg wychynął z lasu, słońce wpadło ukośnie przez szybę i oświetliło jej spódnicę wciśniętą między uda, moją dłoń na jej talii i jej palce, które właśnie rozpinały mój pasek o jeden guzik. Napięcie było gęste jak olej, iskrzące, nie do zniesienia. Oboje wiedzieliśmy, że za sekundę nie będzie już odwrotu.

Monika uniosła brwi, patrząc mi w oczy z bliska. — No, Kuba… bierz mnie. Albo ja biorę ciebie. Tutaj. Teraz.

Jej usta musnęły moje w pierwszym, ledwo wyczuwalnym kontakcie. Dłoń ścisnęła mocniej. Roleta przy oknie była w zasięgu ręki. Drzwi zamknięte. Tory dudniły w równym, szybkim rytmie.

Granica właśnie się kończyła.


Nie było już żadnych ceregieli. Pocałowałem ją twarde, głęboko, a Monika odpowiedziała natychmiast – głodnie, z językiem, z zębami, z cichym stęknięciem w moje usta. Roleta poszła w dół jednym szarpnięciem jej ręki. Przedział pogrążył się w półmroku, tylko smugi światła wsuwały się bokami i oświetlały nasze ciała w rytm pędzącego pociągu.

Bluzkę ściągnąłem jej przez głowę. Piersi wypłynęły wolne, ciężkie, dojrzałe, z różowymi, twardymi sutkami. Wziąłem je w dłonie, ścisnąłem, a potem wessałem jeden głęboko, gryząc lekko. Monika wygięła się, wplotła palce w moje włosy i przycisnęła mnie mocniej.

— Kurwa, tak… od razu wiedziałam, że będziesz umiał — sapnęła. — Spódnicę tylko podnieś. Majtek prawie nie mam.

Podwinąłem materiał do pasa. Faktycznie – wąski pasek stringów, już ciemny od wilgoci. Zerwałem go w dół i rzuciłem na podłogę. Cipka była ogolona, wargi pełne, lśniące. Zapach jej podniecenia wypełnił mały przedział. Wsunąłem dwa palce od razu – mokra, gorąca, ciasna. Monika jęknęła głośniej i rozstawiła nogi szerzej na fotelu.

— Liż mnie. Szybko. Potem chcę czuć grube go w środku.

Klęknąłem między jej udami na podłodze przedziału. Język poszedł płasko od dziurki po łechtaczkę, ssałem, całowałem, rżnąłem palcami w rytm. Pociąg dudnił i kołysał, a ona kręciła biodrami, przyciskając się do mojej twarzy. Doszła szybko, z drżeniem, zaciskając uda na mojej głowie i tłumiąc krzyk w dłoni.

Nie dała mi dłużej czekać. Pociągnęła mnie w górę, rozpięła do końca spodnie i wyciągnęła kutasa – twardego, grubego, już cieknącego. Oblizała główkę jednym długim ruchem języka, potem usiadła na mnie twarzą w twarz na fotelu. Wsunęła się powoli, centymetr po centymetrze, aż spoczęła na mnie całym ciężarem.

— O jebana… wypełniasz mnie całego — wyszeptała, zaczynając się kręcić.

Ruchała się pewnie, dojrzałe, z pełną kontrolą. Piersi kołysały się mi przed twarzą, więc ssałem je na przemian, a dłonie trzymałem na jej tyłku, pomagając w ruchu w górę i w dół. Mokry odgłos wypełniał przedział razem z stukotem kół. Monika jeździła coraz szybciej, tarła łechtaczkę o moją nasadę, paznokcie wbijała mi w ramiona.

— Od kiedy wszedłeś… myślałam tylko o tym chu ju… — sapnęła. — Pieprz mnie mocniej.

Przyspieszyłem od dołu. Fotel skrzypiał. Odwróciłem ją bez wyjmowania, postawiłem na kolana na ławce twarzą do okna (roleta wciąż w dół, ale światło rysowało kontury) i wbiłem od tyłu. Jedną ręką złapałem jej koczek, drugą trzymałem biodro. Pierdoliłem twarde, głęboko, w rytm pociągu. Monika wypinała się, pchała do tyłu, jęczała w zaciśniętą pięść.

— Tak… jeb blondynkę w pierwszej klasie… kurwa, głębiej…

Zmieniłem znowu. Wyjąłem, postawiłem ją twarzą do drzwi przedziału, uniosłem jedną nogę i wszedłem na stojąco. Trzymałem ją pod uda, ona zaciskała się na mnie, piersi przyciśnięte do zimnych drzwi. Ruchałem krótko, mocno, aż doszła drugi raz, drżąc i zaciskając się rytmicznie. Soki spłynęły nam po udach.

Cofnąłem się na fotel, posadziłem ją na siebie tyłem (reverse cowgirl), i trzymałem za piersi, podczas gdy ona skakała na kutasie, patrząc przez szparę rolety na mijane tor y. Jej tyłek uderzał o mój brzuch, cipka mlaskała głośno.

— Zaraz dojdę… — warknąłem.

— Nie we mnie. Jeszcze nie — rozkazała chrapliwie, zeskakując nagle. — Chcę cię wydoić inaczej. Ale najpierw dokończ we mnie raz.

Wsunęła się z powrotem, kilka głębokich ruchów bioder i spiąłem się. Wbiłem palce w jej uda i spuściłem pierwszy ładunek głęboko, pulsując, wypełniając ją. Monika przyjęła wszystko z zadowolonym, niskim jękiem, kręcąc się, żeby wycisnąć resztki.

Usiadła obok, dysząc, moja sperma wypływała jej powoli po udzie na materiał fotela. Blond włosy rozczochrane, usta spuchnięte, spódnica wciąż w pasie, piersi nagie. Uśmiechnęła się drapieżnie i sięgnęła dłonią do mojego jeszcze półtwardego kutasa, oblizing go po swojej spermię i wilgoci.

— To była dopiero rozgrzewka, Kuba — wyszeptała. — Pociąg jedzie jeszcze długo. A ja chcę więcej. I na koniec… wydoję cię ręcznie. Prosto na tę szybę. Żebyś pamiętał tę jazdę za każdym razem, gdy zobaczysz brudną szybę w pierwszej klasie.

Już masowała mnie powoli, wprawnie, kciukiem po żołędzi, i czułem, jak znowu twardnieję w jej dojrzałej, pewnej dłoni. Przedział pachniał seksem, spersonalizowanym potem i jej perfumami. Za oknem pęd. Drzwi zamknięte. A ona patrzyła mi w oczy z obietnicą, że to jeszcze nie koniec.


Monika nie dała mi odpocząć. Wciąż klęczała przede mną na podłodze przedziału, gdy pociąg mknął przez kolejne kilometr y. Jej dłoń już pewnie i wolno masowała mojego kutasa, rozprowadzając resztki spermy i jej soków. Kciuk muskał żołądź okrężnymi ruchami, drugi ściskał u nasady, a ona patrzyła mi prosto w oczy z tym dojrzałym, głodnym uśmiechem.

— Jeszcze nie skończyliśmy — szepnęła. — Chcę poczuć cię znowu w środku. Potem wydoję cię ręcznie. Na szybę. Żeby zostało.

Podniosła się, odwróciła i oparła ręce o stolik pod oknem. Spódnica wciąż podwinięta w pasie, tyłek wypięty, moja sperma lśniąca na wewnętrznej stronie ud. Wszedłem w nią od tyłu jednym długim pchnięciem. Była mokra, rozgrzana, śliska po poprzednim spuście. Złapałem ją za biodra i zacząłem ruchać głęboko, w rytm stukotu kół. Przedział wypełnił się znowu mokrymi odgłosami i jej niskimi jękami.

— Twardziej… Kuba… wykorzystaj tę blondynkę w pierwszej klasie — sapnęła, pchaając się do tyłu.

Przyspieszyłem. Jedną ręką sięgnąłem z przodu i tarłem jej łechtaczkę, drugą ścisnąłem pierś. Monika doszła szybko, zaciskając się na mnie falami, z drżeniem, które przeszło aż na fotel. Nie spuściłem. Wyjąłem, usiadłem na ławce i posadziłem ją na siebie twarzą w twarz. Wsunęła się sama, aż po jaja, i zaczęła jeździć. Piersi w mojej twarzy, biodra kręcące się wprawnie, dojrzałe i pewne. Ssałem jej sutki, gryzłem, a ona przyspieszała, mlaskając mokro.

— Od początku wiedziałam, że cię wyrucham w tym pociągu — szeptała mi w usta. — Samotna jazda, zasuwka, i taki twardy chuj tylko dla mnie…

Zmęczyła się po kilku minutach intensywnej jazdy. Zsunęła się, klęknęła znowu i wzięła mnie do ust – głęboko, wolno, z językiem i śliną. Potem wróciła do ręki. Usiadła obok mnie na fotelu, bokiem, i zaczęła walić mi konia dokładnie tak, jak obiecała.

Dłoń miała ciepłą, pewną, silną. Palce oplotły trzon mocno, ale nie za mocno – idealnie. Ruch od nasady aż po żołądź, powolny na początku, z mocnym dociskiem kciuka od spodu, tam gdzie jest najbardziej wrażliwie. Co chwilę spowalniała, kręciła nadgarstkiem, rozcierała preejakulat po całej główce, potem znowu przyspieszała. Drugą ręką masowała jaja, lekko ściskając, pociągając.

— Lubisz tak? — pytała cicho, patrząc mi w oczy. — Lubisz, jak dojrzała kobieta doi cię w pędzącym pociągu?

— Kurwa… tak… nie przestawaj — wydyszałem.

Monika uśmiechnęła się i przyspieszyła. Ruch stał się dłuższy, płynniejszy, bardziej rytmiczny. Śliskie odgłosy jej dłoni na moim kutasie mieszały się ze stukotem torów. Co jakiś czas unosiła wolną rękę, pluła na palce i wracała, robiąc wszystko jeszcze bardziej mokre i gładkie. Żołądź puchła, fioletowiała, a ona nie zwalniała – tylko zmieniała tempo: raz szybko i krótko, raz wolno i z mocnym ściskiem na końcu każdego pociągnięcia.

Pociąg wychynął na otwartą przestrzeń. Monika jedną ręką podniosła roletę do połowy. Szyba była chłodna. Przysunęła mnie bliżej okna, wciąż nie puszczając kutasa.

— Będziesz spuszczał tu — rozkazała chrapliwie. — Prosto na szybę. Chcę zobaczyć, jak twoja sperma spływa po szkle, podczas gdy za nim pędzą drzewa.

Jej dłoń pracowała teraz szybciej, twardziej, z pełnym zaangażowaniem. Kciuk drażnił szparę na żołędzi przy każdym ruchu w dół, druga dłoń ściskała jaja rytmicznie. Czułem, jak narasta. Plecy napinały się, biodra same pchały w jej pięść.

— Dawaj… wydoj mnie… — warknąłem.

Monika pochyliła się, przyspieszyła jeszcze i celowała. Kilka ostatnich, szybkich, mocnych pociągnięć i eksplodowałem. Pierwszy gruby strumień trafił prosto w szybę z głośnym pluskiem, drugi i trzeci też – białe, gęste pasma spływały po szkle, podczas gdy ona nie przestawała doić, wyciskając kolejne impulsy, aż do ostatnich kropli. Masowała mnie przez cały orgazm, wolniej pod koniec, rozprowadzając resztki po żołędzi i trzonie, aż zadrżałem z nadwrażliwości.

Oparłem się ciężko o fotel, dysząc. Na szybie spływały powoli grube smugi mojej spermy, rozmazane trochę przez wibracje pociągu. Monika siedziała obok, wciąż trzymając mojego kutasa w dłoni, i z zadowoleniem patrzyła na swoje dzieło.

— Pięknie — wyszeptała. — Teraz za każdym razem, gdy ktoś spojrzy przez tę szybę… będzie tu ślad.

Powoli puściła mnie. Otarła dłoń o moje udo, potem pochyliła się i oblizała resztki z żołędzi jednym spokojnym ruchem. Podniosła spódnicę, poprawiła bluzkę, ale majtek już nie założyła – schowała je do torebki. Usiadła wygodnie, skrzyżowała nogi i otworzyła butelkę wody, jakby właśnie skończyła czytać gazetę.

Ja wciąż patrzyłem na szybę. Białe smugi powoli schły na szkle, a za nimi migały już przedmieścia kolejnych miast.

Monika sięgnęła i poprawiła mi włosy. — Do Gdańska jeszcze sporo. Jeśli stwardniejesz znowu… dam znać. Albo sama zobaczę.

Uśmiechnęła się spokojnie, pewnie, czterdziestoletnia kobieta, która właśnie wyruchała faceta w pierwszej klasie i wydoiła go na okno.

Pociąg dudnił dalej. Przedział pachniał seksem. A na szybie błyszczał jeszcze mokry dowód tej jazdy.