Opowiadania erotyczne

Wiktoria 26 lat, to była prawdziwa… kasztanka ;)

Minęło już prawie dziewięć miesięcy od spotkania z Julią. Czasami jeszcze wracałem do tamtego popołudnia myślami – zwłaszcza gdy leżałem w łóżku i nie mogłem zasnąć. Pamiętam jej uśmiech, ten moment, kiedy doszła i cała się trzęsła. Myślałem, że trudno będzie mi przeżyć coś równie mocnego. Ale życie lubi zaskakiwać.

Ostatnie tygodnie były ciężkie. Dużo pracy, mało snu, zero rozrywki. W piątek wieczorem siedziałem w kuchni z piwem w ręku i czułem, że po prostu muszę coś zrobić dla siebie. Otworzyłem laptopa, wszedłem na dobrze znany portal i zacząłem przeglądać oferty. Większość zdjęć była taka sama – sztuczne pozy, przesadny makijaż, puste spojrzenia. Aż nagle zatrzymałem się na jej profilu.

Wiktoria, 26 lat.

Zdjęcia były inne. Naturalne światło, delikatny uśmiech, piękne piwne oczy i długie kasztanowe włosy. W opisie napisała tylko kilka zdań: „Szukam chemii i dobrego połączenia. Lubię kiedy jest powoli, zmysłowo i prawdziwie.” Zadzwoniłem.

Odebrała po drugim sygnale.

– Halo? – jej głos był miękki i trochę niepewny.

– Dobry wieczór, dzwonię w sprawie ogłoszenia… Wiktoria?

– Tak, to ja – usłyszałem lekkie uśmiechnięcie w jej głosie. – Jak masz na imię?

– Kuba.

Rozmawialiśmy może z dziesięć minut. Zdziwiło mnie, jak normalnie to wszystko brzmiało. Pytała czym się zajmuję, czy daleko jadę, czy wolę spokojniejszą atmosferę czy coś bardziej żywiołowego. Powiedziałem szczerze, że szukam czegoś bez pośpiechu i że trochę się denerwuję. Roześmiała się cicho.

– To akurat bardzo lubię – powiedziała. – Jak chłopak jest szczery. Przyjedź o 20:30, dobrze? Będę czekała.

Zgodziłem się. Po rozmowie siedziałem jeszcze chwilę przy stole, czując dziwne mrowienie w brzuchu. To nie był zwykły „strzał”. To było coś więcej.

Wziąłem prysznic, ogoliłem się, ubrałem w czarną koszulę i jeansy. Przed wyjściem jeszcze raz spojrzałem w lustro. „Kurwa, stary, weź się uspokój” – powiedziałem do siebie na głos.

Droga zajęła mi prawie czterdzieści minut. Jechałem przez miasto, potem wjechałem na osiedle nowych apartamentowców przy parku. Padał drobny deszcz, wycieraczki chodziły leniwie. W głośnikach leciał spokojny playlist – The Weeknd, szafa grająca i trochę polskiego alternatywnego. Im bliżej byłem, tym bardziej czułem ekscytację pomieszaną z tremą. Zastanawiałem się, czy będzie taka sama jak na zdjęciach. Czy będzie miło pachniała. Czy poczujemy chemię, czy tylko grzecznie odegra swoje.

Zaparkowałem pod blokiem. Przez chwilę siedziałem w aucie, oddychając głęboko. W końcu wysiadłem, wziąłem z bagażnika butelkę dobrego czerwonego wina, które kupiłem po drodze, i poszedłem do windy.

Drzwi otworzyła mi boso, w kremowej, półprzezroczystej halce do połowy uda. Wyglądała jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Delikatny makijaż, rozpuszczone włosy, ciepły uśmiech.

– Cześć, Kuba… – powiedziała cicho i lekko się zarumieniła.

– Cześć, Wiktoria. – Podałem jej wino. – To dla ciebie. Mam nadzieję, że lubisz czerwone.

– Lubię – uśmiechnęła się szerzej. – Wejdź, proszę.

W mieszkaniu pachniało wanilią i świeżo zaparzoną herbatą. Było przytulnie – ciepłe światło, kilka świec, cicha muzyka w tle. Usiedliśmy na kanapie w salonie. Nalała nam obu herbaty z imbirem i miodem. Rozmawialiśmy prawie pół godziny.

Opowiadała, że studiuje psychologię i że to zajęcie traktuje jako sposób na niezależność. Ja mówiłem o swojej pracy, o tym jak bardzo potrzebowałem dzisiaj oderwać się od rzeczywistości. Była niesamowicie uważna. Słuchając, lekko przechylała głowę i patrzyła mi prosto w oczy. W pewnym momencie położyła swoją dłoń na mojej.

– Wiesz… lubię kiedy facet nie udaje twardziela. Jak jest po prostu sobą.

Poczułem, że napięcie między nami powoli rośnie. Wstała, wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do sypialni.

Pokój był pięknie urządzony – duże łóżko z ciemną pościelą, lustro na ścianie, delikatne światło nocnej lampki. Wiktoria stanęła przede mną i spojrzała mi w oczy.

– Mogę cię pocałować? – zapytała prawie szeptem.

Zamiast odpowiedzi pochyliłem się i pocałowałem ją. Najpierw delikatnie, potem coraz głębiej. Jej usta były miękkie i słodkie. Objęła mnie za szyję, a ja wsunąłem dłonie pod jej haleczkę, głaszcząc ciepłą, gładką skórę pleców. Czułem jak powoli się rozluźnia.

Po chwili zdjęła mi koszulę, a ja jej haleczkę. Stała przede mną naga – piękna, naturalna, z lekkim rumieńcem na policzkach i piersiach. Miała pełne, ciężkie piersi z ciemnymi sutkami, wąską talię i kobiece, zaokrąglone biodra. Przyciągnąłem ją do siebie i znowu pocałowałem, tym razem mocniej.

Położyliśmy się na łóżku. Przez długi czas tylko się całowaliśmy i dotykaliśmy. Głaskałem jej piersi, brzuch, uda. Ona sunęła palcami po mojej klatce piersiowej, po ramionach, po szyi. Gdy w końcu objęła mojego twardego kutasa, westchnęła mi prosto w usta:

– Jest taki gorący… i gruby…

Zacząłem schodzić niżej. Całowałem jej szyję, piersi, brzuch. Gdy rozchyliłem jej nogi i pocałowałem wnętrze ud, cicho jęknęła. Była już bardzo mokra. Lizałem ją powoli, delikatnie, skupiając się na tym, co sprawia jej największą przyjemność. Patrzyłem jak jej brzuch unosi się i opada coraz szybciej, jak zaciska palce na prześcieradle. Gdy doszła po raz pierwszy, jej uda drżały przy mojej głowie, a z ust wydobył się długi, cichy, bardzo kobiecy jęk.

Potem usiadła na mnie. Patrzyłem jak powoli opada na mojego kutasa, centymetr po centymetrze. Jej oczy były lekko zamglone, usta rozchylone. Gdy byłem już cały w niej, przez chwilę nie ruszała się – po prostu czuła mnie w sobie. Zaczęła poruszać biodrami – powoli, głęboko, zmysłowo. Jej piersi kołysały się pięknie tuż nad moją twarzą. Chwyciłem je w dłonie, pieściłem sutki językiem. Jej oddech stawał się coraz szybszy.

– Tak dobrze… – szeptała. – Czuję cię tak głęboko…

Widziałem jak na jej dekolcie i szyi pojawia się rumieniec. Jej ruchy stawały się coraz bardziej nieregularne. Gdy doszła po raz drugi, przycisnęła się mocno do mojej klatki piersiowej, drżąc całym ciałem i cicho jęcząc mi prosto do ucha.

Potem odwróciła się tyłem. Ten widok – jej piękny tyłek, wygięty kręgosłup i kasztanowe włosy spadające na plecy – zostanie mi w pamięci na bardzo długo. Wchodziłem w nią powoli, ale głęboko. Trzymałem ją za biodra, patrząc jak jej ciało faluje przy każdym pchnięciu. Było w tym coś hipnotyzującego.

Gdy poczułem, że jestem już blisko, wyszedłem z niej i położyłem się na plecach. Wiktoria uklękła między moimi nogami, patrząc mi prosto w oczy. Brała mnie do ręki i ust jednocześnie – powoli, czule, ale bardzo skutecznie. Nie odrywała ode mnie wzroku.

– Chcę zobaczyć jak dochodzisz… – powiedziała cicho.

To wystarczyło. Potężna fala rozkoszy uderzyła we mnie nagle. Strzelałem mocno – pierwsze strumienie spadły na jej piersi i szyję, kolejne na brzuch. Patrzyła na to z lekkim, zadowolonym uśmiechem.

Potem położyła się obok mnie. Przytuliła się mocno, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej. Leżeliśmy tak długo, głaszcząc się nawzajem. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach – o filmach, o tym co lubimy w życiu, o samotności. Było… naprawdę miło.

Gdy wychodziłem, pocałowała mnie jeszcze raz przy drzwiach – długo i czule.

– Wracaj czasem – szepnęła. – Naprawdę było mi z tobą dobrze.

W drodze powrotnej do domu słuchałem tej samej playlisty co w drodze tam. Deszcz nadal padał. Uśmiechałem się sam do siebie.

Nie wiem, czy to będzie coś regularnego. Ale wiem jedno – Wiktoria nie była kolejną panienką z ogłoszenia.

Była spotkaniem, którego naprawdę potrzebowałem.

Możliwość komentowania Wiktoria 26 lat, to była prawdziwa… kasztanka ;) została wyłączona