Podwójne ruchanko w Nowym Tomyślu: blondyna i brunetka.
Od nocy z Oliwią w Poznaniu minęło zaledwie trzy tygodnie. Tamta ciasna cipka, piegi i poznański akcent wciąż siedziały mi pod skórą. Myślałem, że na chwilę spokój, ale w środę rano dostałem telefon z roboty – musiałem gnać do Zielonej Góry na spotkanie. Trasa znana, nuda, więc postanowiłem zrobić sobie postój w Nowym Tomyślu. Zwyczajny obiad, kawa, zero planów. Kurwa, jak bardzo się pomyliłem.
Wyruszyłem koło 11:00. Autostrada, radio, głowa pusta. Około 12:40 zjechałem na parking przy dużej, przydrożnej knajpie „Leśny Zakątek” – klasyczny dolnośląsko-wielkopolski klimat: drewniana elewacja, zapach schabowego i bigosu, sporo tirów. Wszedłem, zamówiłem de volaille, surówkę i kompot. Siedziałem przy oknie, scrollując telefon, kiedy nagle w polu widzenia pojawiły się one.
Dwie. Ewidentnie nie przypadkowe.
Pierwsza – Paulina, 28 lat, wysoka blondynka z długimi, prostymi włosami do połowy pleców, pełnymi ustami i cyckami, które w obcisłym białym topie wyglądały jak bomba. Druga – Karolina, 26 lat, niższa, ciemna brunetka z krótszymi, falowanymi włosami, ostrzejszym makijażem i tyłkiem, który w legginsach robił krzywdę. Siedziały dwa stoliki dalej, piły kawę i co chwilę spoglądały w stronę kierowców. Klasyczne „urzędowanie”.

Po 20 minutach Paulina wstała, podeszła do baru i „przypadkiem” stanęła tuż obok mnie, czekając na rachunek.
– Smacznego – rzuciła niskim, pociętym głosem i uśmiechnęła się krzywo. – Samotna podróż?
– W sumie tak – odparłem. – A wy panie wyglądacie, jakbyście nie były tu tylko na schabowego.
Roześmiała się szczerze.
– Bystra głowa. Jestem Paulina. Tamta ciemna to Karolina. Jak masz ochotę na coś lepszego niż kotlet… to mamy wolne pokoje na górze. Półtorej godziny, obie, cena uczciwa. Zero ściemy.
Podaliśmy sobie numery. Dogadaliśmy się w trzy minuty. One miały pokój na piętrze knajpy (stary motelowy układ – knajpa na dole, pokoje na górze dla „przejazdem”). Zapłaciłem z góry, wziąłem jeszcze jedną kawę na wynos i po 15 minutach pukałem do drzwi numer 7.
Otworzyła Karolina. Już w samym czarnym body i szpilkach. Paulina stała za nią w samych stringach i staniku.
– No proszę, klient punktualny – mruknęła Paulina. – Wejdź, zanim ktoś zobaczy.
Pokój był prosty: duże łóżko, lustro, rolety spuszczone, zapach tanich perfum i odświeżacza. Paulina od razu podeszła, złapała mnie za koszulę i pocałowała mocno, z językiem. Karolina stanęła z tyłu, przycisnęła się cyckami do moich pleców i wsunęła dłoń między moje nogi.
– Jaki twardy już na starcie – szepnęła mi do ucha. – Będzie mocno?
– Będzie – odparłem.
Rozebrały mnie w dwie minuty. Potem same zrzuciły resztki. Paulina – blondynka – miała wielkie, naturalne cycki z jasnymi sutkami i gładko wygoloną cipkę. Karolina – mniejsza, z pięknym, okrągłym tyłkiem i ciasną, różową szparką, która już błyszczała.
Zaczęło się od podwójnego buziaka. Uklękły przede mną obie. Paulina wzięła kutasa głęboko do gardła, a Karolina lizała jaja i dolną stronę. Na zmianę. Ślina monotonna, odgłosy ssania, spojrzenia w górę. Paulina dławiła się celowo, łzy jej stanęły w oczach, a Karolina w tym czasie wsuwała mi język między pośladki. Kurwa, aż kolana mi się ugięły.
– Na łóżko – rozkazałem.
Położyłem Paulinę na plecach. Wszedłem w nią jednym ruchem – była mokra i gorąca. Zacząłem rżnąć głęboko, a Karolina usiadła jej na twarzy. Paulina liżała ciemną cipkę koleżanki, jęcząc w nią, kiedy ja wbijałem się po jaja. Klaskało. Karolina ujeżdżała jej usta, ściskając swoje małe cycki i patrząc mi w oczy.
– Mocniej ją jeb… – syczała Karolina. – Lubi jak boli trochę.
Przyspieszyłem. Paulina dochodziła pierwsza – zacisnęła się na chuju, wrzasnęła w cipkę Karoliny i cała się zalała. Nie wyciągnąłem. Odwróciłem ją na brzuch, złapałem za biodra i wziąłem od tyłu. Karolina klęknęła z przodu, wsunęła mi palce do ust Pauliny i kazała ssać. Potem usiadła twarzą do mnie na jej plecach i pocałowała mnie brudno, podczas gdy ja rżnąłem blondynkę jak maszyną.
Zmieniliśmy. Teraz Karolina na czworaka. Jej tyłek był perfekcyjny – okrągły, jędrny, z dziurką, która mrugnęła, kiedy rozchyliłem pośladki. Wszedłem w cipkę najpierw. Ciasna jak cholera. Paulina położyła się pod nią i lizała nam obojgu – moje jaja i jej łechtaczkę jednocześnie. Rżnąłem Karolinę coraz ostrzej, klapsy, szarpanie za włosy.
– W dupę chcesz? – zapytałem.
– Dawaj… ale powoli na start – wysapała.
Naslinilem, przyłożyłem czubek i wciskałem centymetr po centymetrze. Karolina piszczała, Paulina ją uspokajała całując i trucąc cycki. Kiedy wszedłem cały, zacząłem powoli, potem coraz mocniej. Karolina dochodziła z palcami w cipce, krzycząc w poduszkę. Paulina w tym czasie usiadła mi na twarzy – mokra, słodka, tarła się o brodę i nos aż sama strzeliła.
Wróciliśmy do klasycznego. Paulina na mnie, ujeżdżała jak szalona, cycki latały. Karolina klęczała z boku i lizała nam połączenie – moje jaja i jej cipę od dołu. Potem obie na kolanach przede mną. Ssały na zmianę, całowały się przez kutasa, ślina wszędzie. Kiedy poczułem, że koniec:
– Na twarze i cycki – warknąłem.
Pierwszy gejzer trafił Paulinę w usta i policzek, drugi Karolinę w czoło i cycki, trzeci obie naraz. Gęste, gorące, spływało im po brodach na piersi. Oblizały się nawzajem, śmiejąc się chrapliwie.
Leżeliśmy potem wszyscy trójka na brudnej pościeli. Papierosy (Karolina paliła), woda, krótkie gadki.
– Dawno nie było tak solidnego przejazdowego – powiedziała Paulina, głaszcząc mnie po brzuchu. – Jak będziesz znowu tędy gnał… dawaj znać. Zrobimy nawet dłuższą zmianę.
Karolina dodała z uśmiechem:
– I następnym razem obie w dupę. Jak dasz radę, kochany.
Wyszedłem po dwóch godzinach z nogami jak z waty i uśmiechem idioty. Obiad okazał się najdroższym i najlepszym w życiu. W aucie jeszcze długo czułem ich zapach na skórze i ślady paznokci na plecach.
Nowy Tomyśl. Dwóch kurewek. Jedno popołudnie, które rozjebało skalę.
I tak, wrócę tamtędy specjalnie.


