Seks w przebieralni z atrakcyjną brunetką – długo wyczekiwane rżnięcie
Sklep był prawie pusty o tej porze. Środkowy tydzień, wczesne popołudnie, klimatyzacja szumiała monotonne, a w damskiej sekcji pachniało nowymi ubraniami, lekkimi perfumami z testerów i czymś jeszcze – jej zapachem. Kasia. Brunetka, metr sześćdziesiąt, może trochę więcej w czółenkach. Dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem. Ciemne, gęste włosy do ramion, duże oczy, pełne usta i ciało, które od miesięcy nie dawało mi spokoju. Zgrabna, krągła w biodrach, piersi wyraźnie zarysowane pod bluzką. Pracowała tu albo po prostu bywała tak często, że już nie wiedziałem. Widziałem ją przy wieszakach, przy lustrach, jak poprawiała spódnice i bluzki. Za każdym razem brałem głębszy oddech i udawałem, że oglądam koszule męskie dwa regały dalej.
Tego dnia stanęła przy przebieralniach z kilkoma wieszakami na ręku. Krótka jeansowa spódnica, czarna dopasowana bluzka i te nogi. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się tak, jakby wiedziała.
— Znowu pan tu — powiedziała, głos lekki, ale z nutą prowokacji. — Trzeci raz w tym miesiącu. Szuka pan czegoś konkretnego, czy tylko ogląda?
Podszedłem bliżej. Zapach jej perfum – słodki, trochę pudrowy, z nutą wanilii – uderzył od razu.
— Może jedno i drugie — odparłem. — A pani znowu przymierza. Potrzebuje pomocy z zamkiem? Albo z opinią?
Kasia uniosła brwi, kącik ust drgnął. — Opinia zawsze się przyda. Szczególnie od kogoś, kto tak intensywnie patrzy. Wejdę. Pokażę.
Wskazała na ostatnią kabinę w rzędzie. Tę w rogu, najdalej od lustra głównego i od lady. Kotara była gruba, ciemnoszara. Weszła, a ja został em z zewnątrz, jak idiota, z rękami w kieszeniach. Słyszałem szelest materiału, jak zdejmuje bluzkę, jak suwak spódnicy jedzie w dół. Serce waliło mi mocniej niż powinno w sklepie z ubraniami.
Po chwili kotara uchyliła się na szerokość dłoni. — No wejdź. Tylko na chwilę. Powiedz, czy to leży.
Wszedłem. Kabina była ciasna – lustro na całą ścianę, wąska ławeczka, kilka haczyków. Kasia stała w samej czarnej bieliźnie: biustonosz koronkowy wypychający piersi do góry i dopasowane majtki. W ręku trzymała sukienkę, którą właśnie przymierzała. Drzwi/kotara zapadła za mną. Zostało nas dwóch, lustro i zbyt mało powietrza.
— No? — zapytała cicho, odwracając się powoli. — Pasuje?
Pasowała do wszystkiego. Wzrok miałem na jej piersiach, na linii brzucha, na udach. Ona to widziała. Nie zasłoniła się. Nawet odłożyła sukienkę na haczyk i stanęła prosto, ręce wzdłuż ciała.
— Za dobrze pasuje — powiedziałem chrapliwie. — Od miesięcy patrzę na ciebie między wieszakami i wyobrażam sobie dokładnie coś takiego.
Kasia zrobiła krok bliżej. W kabinie nie było gdzie uciec. Jej piersi prawie dotknęły mojej klatki. Głowa odchylona do tyłu, bo była niska – musiała patrzeć w górę.
— Wiem — szepnęła. — Widziałam te spojrzenia. Przy kasie, przy przymierzalniach, jak udajesz, że sprawdzasz rozmiar. Myślałam, że nigdy nie wejdziesz za kotarę.
Moja dłoń uniosła się sama. Palce musnęły jej ramię, potem zsunęły się na talie, kciuk zahaczył o górną krawędź majtek. Skóra miała gorącą, gładką. Kasia wciągnęła powietrze, ale nie cofnęła się. Wręcz przeciwnie – przycisnęła się bliżej, brzuch do mojego pasa.
— Tu jest monitoring w korytarzu — mruknąłem, choć ręka już wędrowała po jej plecach do zapięcia biustonosza.
— Ale nie w środku — odparła. — I pani Krysia z kasy poszła na przerwę. Mamy trochę czasu.
Jej dłoń położyła się płasko na mojej piersi, potem zsunęła niżej, na brzuch, na pasek. Palce zatrzymały się tam, testując. W lustrze widziałem nas od tyłu – ja wciąż ubrany, ona w samej koronce, mała, zwarta, przyciśnięta do mnie. Oddech miał szybki. Ja też.
— Kasia… — Nie kończ — przerwała szeptem, unosząc się na palcach. Jej usta znalazły się tuż przy moich. — Od dłuższego czasu obiecałam sobie, że jak kiedyś wejdziemy tu razem, to nie wyjdę tylko w nowej sukience. Chcę, żebyś mnie tu wziął. Twardo. Żeby lustro zapamiętało.
Dłoń na moim pasku otworzyła guzik. Druga moja ręka ścisnęła jej pośladek przez koronkę, wciągając ją jeszcze bliżej. Czułem ciepło jej cipki przez materiał, gdy otarła się o moje udo. Biustonosz był już rozpięty – zrobiłem to nieświadomie. Piersi wyskoczyły wolne, ciężkie jak na jej wzrost, z ciemnymi sutkami. Nie zasłoniła ich.
W kabinie zrobiło się gorąco. Z zewnątrz dolatywał przytłumiony głos jakiejś klientki i brzęczyk drzwi wejściowych. A my staliśmy wciśnięci w lustro, jej naga pierś przy mojej koszuli, moja dłoń już wsuwająca się z tyłu pod majtki, między nogi, gdzie było mokro i gorąco.
Kasia jęknęła cieniutko w moje usta, gdy palec musnął jej szparkę. — Kuba… albo teraz mnie pieprzysz w tej przebieralni… albo ja sama klękam i biorę cię do ust. Wybieraj. Szybko.
Trzymałem ją za tyłek, kciuk już ślizgał się po wilgoci. Jej mała dłoń wsunęła się w moje spodnie i oplotła kutasa przez bokserki – twardy, pulsujący. Lustro pokazywało wszystko. Oddech mieszał się. Napięcie było tak gęste, że prawie boląło.
Jeszcze jeden milimetr. Jeszcze jeden szept. Oboje wiedzieliśmy, że kotara zaraz przestanie być granicą, a ja wreszcie dostanę to, na co patrzyłem przez całe miesiące.
— Rób to — wydusiłem.
Kasia tylko kiwnęła głową, oczy ciemne od pożądania, i przycisnęła usta do moich. Granica właśnie pękała.
Pocałunek był natychmiastowy i brudny. Wessałem jej usta, język, oddech, a Kasia odpłaciła się tym samym – mała, żarłoczna, wspinająca się na mnie w tej ciasnej kabinie. Biustonosz spadł na podłogę. Piersi miałem w dłoniach od razu – pełne, jędrne, z twardymi sutkami, które ścisnąłem i wziąłem w usta. Ssałem mocno, gryzłem lekko, a ona wygięła się w łuk, wbijając paznokcie w moje ramiona.
— Kurwa… od miesięcy na to czekałam — sapnęła cicho, bo za kotarą ktoś mógł przejść. — Zdejmij to już.
Szarpnąłem jej majtki w dół. Wąskie, czarne, już przemokłe. Cipka była gładka, wargi spuchnięte i lśniące. Zapach jej podniecenia wypełnił kabinę – ostry, słodki, mieszający się z zapachem nowych ubrań. Odwróciłem ją twarzą do lustra. Kasia oparła ręce o szkło, tyłek wypięty. Była niska, zwarta, idealna do trzymania.
Klęknąłem za nią w tej ciasnocie. Rozsunąłem jej pośladki i wessałem cipkę od tyłu. Język wszedł płasko, głęboko, liżąc od dziurki po łechtaczkę. Kasia jęknęła w zaciśnięte zęby, parując lustro. Dwa palce wsunąłem od razu – mokra, ciasna, gorąca.
— O jebana… tak liż… Kuba…
Rżnąłem ją palcami w rytm języka, skręcając. Jej soki spływały mi po brodzie. Doszła szybko, drżąc, zaciskając się na palcach, z cichym, długo tłumionym skowytem. Nie dałem jej odsapnąć. Wstałem, rozpiąłem spodnie, ściągnąłem je razem z bokserkami do połowy ud. Kutas wyskoczył twardy, gruby, cieknący. Przyłożyłem główkę do jej rozwartej szparki i wbiłem się jednym pchnięciem aż po jaja.
Kasia wrzasnęła w dłoń, którą przycisnęła sobie do ust. Lustro pokazywało wszystko: jej wykrzywioną z rozkoszy twarz, piersi wiszące i kołyszące się, moje ręce na jej biodrach i kutasa znikającego w niej po sam korzeń. Ciasnota kabiny sprawiała, że każde pchnięcie było mocniejsze – ciało uderzało o ciało, tyłek o mój brzuch.
— Patrz w lustro — warknąłem jej do ucha, trzymając ją za gardło lekko i za biodro. — Patrz, jak cię pierdolę w przebieralni.
Ruchałem twardo, krótko, głęboko. Skóra klaskała mokro. Kasia pchała się na mnie sama, mała i dzika, piersi tautowały o szkło. Jedną ręką tarła sobie łechtaczkę.
— Mocniej… jeb mnie mocniej… od tak dawna tego chciałam…
Przyspieszyłem. Kabina drżała. Za kotarą dobiegał głos klientki i śmiech ekspedientki – ryzyko tylko podsycało. Odwróciłem ją twarzą do siebie, uniosłem jej jedno udo wysoko (była lekka) i wbiłem znowu na stojąco. Trzymałem ją pod tyłkiem, ona oplotła mnie rękami za szyję. Piersi tarły się o moją klatkę. W lustrze widzieliśmy boczny refleks: moje spodnie w kostkach, jej nagość, mokry kutas wchodzący i wychodzący.
— Taka ciasna… kurwa, Kasia… — sapnąłem.
Doszła drugi raz, wbijając zęby w moje ramię, żeby nie krzyczeć. Cipka spięła się rytmicznie, soki spłynęły nam po udach. Wyjąłem, odwróciłem ją znowu do lustra, wgiąłem mocniej i wszedłem od tyłu jeszcze głębiej. Jedną ręką wplotłem w jej ciemne włosy i odgiąłem głowę, drugą trzymałem za kark. Pierdoliłem ją teraz bez litości – zwierzęco, do oporu, jaja uderzały o jej cipkę.
— Spuść się we mnie — wyszeptała rozpaczliwie, patrząc mi w oczy przez lustro. — Chcę czuć to, jak wyjdę stąd.
Kilka ostatnich, szalonych pchnięć i wbiłem się po same jaja, rycząc w jej włosy. Kutas drgał, grube spływy spermy strzelały głęboko w nią, fala za falą. Kasia doszła trzeci raz od samego wypełnienia, drżąc w moich rękach, zaciskając się i doiąc wszystko.
Zostaliśmy tak, spięci, dyszący, mokry. Mój kutas jeszcze tętnił w jej środku. Wyjąłem powoli. Z rozwartej, zaczerwienionej cipki wypłynął gęsty strumień mojej spermy i spłynął po wewnętrznej stronie jej uda na podłogę kabiny. W lustrze wyglądała zniszczona i piękna – włosy skołtunion e, usta spuchnięte, piersi z czerwonymi śladami po moich dłoniach i ustach.
Kasia odwróciła głowę, wciąż ciężko oddychając, i uśmiechnęła się crookedly.
— To dopiero początek — wyszeptała. — Lustro widziało tylko pierwszą rundę. Mam jeszcze kilka minut. I chcę więcej. Na tej ławeczce. Albo znowu przy szkle. Zanim ktoś zauważy, że kabina zajmuje za długo.
Sięgnęła w dół, ścisnęła mojego jeszcze wrażliwego kutasa mokrą od nas dłonią i powoli przeciągnęła po nim, rozmazując spermę.
— Stawaj. Bo nie skończyłam.

Nie wyszliśmy. Nie było mowy o wyjściu. Kasia wciąż ściskała mojego kutasa, mokrego od niej i ode mnie, i powoli klęknęła na wąskiej ławeczce w kabinie. Lustro było tuż przed nami. Wzięła mnie do ust bez ostrzeżenia – głęboko, łapczywie, aż ślina spłynęła jej po brodzie na piersi. Ssała głośno, mimo ryzyka, język krążył wokół żołędzi, a dłoń masowała jaja. Trzymałem ją za ciemne włosy i pchałem głębiej, patrząc w lustro, jak mała brunetka w przebieralni obciąga mnie chwilę po tym, jak właśnie dostała pełny spust.
— Kurwa, taka głodna… — syknąłem. — Od miesięcy chodziłaś między wieszakami i prowokowałaś, a teraz ssiesz jak dziwka.
Kasia tylko bujnała głową, krztusząc się lekko, gdy dobijałem do gardła. Wyciągnąłem się mokry, błyszczący, i podniosłem ją z powrotem. Odwróciłem twarzą do lustra, uniosłem jedną jej nogę i oparłem stopę na ławeczce. Wszedłem od tyłu jednym ruchem. Cipka była jeszcze bardziej mokra, rozluźniona po pierwszym razie, pełna mojej spermy, która teraz squelczyła przy każdym pchnięciu.
Ruchałem ją wolniej, ale do samego końca, patrząc w lustro jak hipnotyzowany. Jej twarz wykrzywiona, piersi podskakujące, czerwone ślady moich palców na biodrach, kutas wchodzący i wychodzący oblepiony białą pianką.
— Widzisz się? — warknąłem, ciągnąc ją za włosy do tyłu. — Mała kurewka z damskiej sekcji. Wreszcie rozjebana w przebieralni.
— Tak… patrzę… jeb mnie… nie przestawaj — sapnęła, parając szkło oddechem.
Jedną ręką tarłem jej łechtaczkę szybko, kciukiem, w rytm uderzeń. Kasia doszła gwałtownie, zaciskając się, nogą drżąc na ławeczce, z tłumionym krzykiem wciśniętym w ramię. Nie zwolniłem. Wypchnąłem ją jeszcze mocniej na lustro, piersiami przygniecionymi do zimnego szkła, i waliłem krótkimi, twardymi pchnięciami, aż kabina prawie stukała o ścianę.
Za kotarą przeszły kroki. Głos ekspedientki: „Pani w trzeciej kabinie, wszystko w porządku?”. Kasia odebrała z drżącym głosem:
— Tak… tylko… przymierzam… jeszcze chwilę.
W tym samym momencie wbiłem się głęboko i przytrzymałem, kciuk wciąż na łechtaczce. Doszła znowu, ciszej, ale mocniej, cała się trzęsąc, soki spływające nam po nogach na podłogę. Ryzyko rozwaliło mi resztki kontroli. Wyjąłem, odwróciłem ją, posadziłem na ławeczce i wszedłem z przodu, trzymając jej uda szeroko. Ona oplotła mnie rękami, wpiła zęby w ramię, a ja rżnąłem ją od dołu, patrząc w lustro za jej plecami.
— Długo na ciebie czekałem — mruknąłem w jej włosy. — Każde wejście do sklepu, każde twoje zgięcie po rozmiar… i wreszcie mam cię pełną mojej spermy w tej cholernej kabinie.
— Jeszcze… napełnij mnie znowu… chcę wyjść stąd i czuć jak cieknie po udach przy kasie — szeptała gorączkowo.
Przyspieszyłem. Ławeczka skrzypiała. Jej małe piersi tautowały, sutki tarły się o moją koszulę. Gdy poczułem narastanie, wsunąłem rękę między nas i milczałem łechtaczkę bez litości. Kasia doszła czwarty raz, zanosząc się cichym szlochem rozkoszy, cipka dygocząc i ssąc mnie. Wbiłem się po jaja i spuściłem drugi raz – gęsto, długo, pulsując głęboko, dokańczając to, na co patrzyłem miesiącami.
Zostaliśmy spleceni, dyszący, mokry od potu i seksu. Moja sperma wypływała z niej obficie na ławeczkę i podłogę. W lustrze wyglądaliśmy jak po katastrofie: ubrania w kupie, jej majtki porzucone, moje spodnie w kostkach, czerwone ślady, spocone ciała.
Kasia nie odsuwała się od razu. Trzymała mnie w sobie, nogi wokół bioder, czoło o moją klatkę.
— Trzeci raz nie zdążymy — wyszeptała chrapliwie, z zadowolonym, zniszczonym uśmiechem. — Ale następnym razem… zaplecze. Albo toaleta dla personelu. Albo znowu tu, jak tylko pani Krysia pójdzie na papierosa.
Powoli się wycofałem. Otarłem ją własną koszulką, pomogłem wstać. Ubierała się z drżącymi rękami – majtki wcisnęła do torby zamiast założyć, spódnicę zapięła, bluzkę wciągnęła. Ja podciągnąłem spodnie, poprawiłem pasek. Kabina pachniała seksem na metry.
Przed wyjściem złapała mnie za koszulę, wciągnęła do szybkiego, brudnego pocałunku i wsunęła mi w kieszeń kartkę z numerem.
— Napisz. Albo po prostu przyjdź. Będę wiedziała, po co.
Odsunąłem kotarę pierwszy. Wyszedłem spokojnie, jakby tylko pomagałem z opinią o sukience. Chwilę później wyszła ona – rumiana, z błyszczącymi oczami, lekko niepewnym krokiem. Podeszła do kasy z uśmiechem, a ja czułem na skórze jeszcze jej zapach i wiedziałem, że od dziś każdy sklep z damską sekcją będzie dla mnie wyglądał inaczej.
Za plecami w kabinie nr 3 zostawiliśmy tylko zmięt y wieszak, zaparowane lustro i ślady tego, na co czekałem zbyt długo.


