Wyruchałem pannę młodą na weselu przyjaciela – ostra erotyka w dniu ślubu
Dworek stał nad jeziorem jak z obrazka – białe kolumny, stare lipy, światła girland odbijające się w czarnej wodzie. Wesele Bartka. Mój najlepszy kumpel od liceum właśnie brał ślub, a ja byłem świadkiem, w ciemnym garniturze, z różą w butonierce i z kieliszkiem szampana, który smakował jak metal. Sala husarska pękała w szwach: stoły uginające się od mięs, orkiestra grająca przeboje, które wszyscy znali na pamięć, śmiech, toasty, flash aparatów. I ona.
Natalia.
W sukni ślubnej wyglądała jak grzech, który ktoś postanowił ubrać w koronki i jedwab. De-kolt nie był przesadnie głęboki, ale wystarczająco, żebym widział linię obojczyków i delikatne wcięcie między piersiami, gdy odwracała się do gości. Welon spływał jej po plecach, a spódnica z trenem szeleściła przy każdym kroku jak obietnica. Znałem ją od lat. Znałem jej reputację. Natalia nie udawała świętej. W towarzystwie krążyły półsłówka o jej apetycie, o tym, że seks traktuje jak sport ekstremalny, o weekendach, po których mężczyźni wracali zsiniali pod oczyma i z głupkowatym uśmiechem. Bartek wiedział. Bartek się tym jarał. A ja… ja od pierwszej chwili, gdy pojawiła się na wspólnej imprezie pięć lat temu, wiedziałem, że prędzej czy później skończę z rękami pełnymi jej ciała.
Teraz tańczyła z wujkiem pana młodego. Śmiała się, odchylała głowę, a moje spojrzenie wlokło się za nią przez salę jak smycz. Gdy skończyła, podeszła do stołu świadków, wzięła mój kieliszek zamiast swojego i upiła łyk, patrząc mi prosto w oczy.
— Kuba — powiedziała nisko, tak że tylko ja słyszałem. — Patrzysz na mnie od progu jak na deser, którego nie wolno ruszać. Przestań. Albo nie przestawaj. Sam nie wiem, co gorsze.
— Jesteś panną młodą — odparłem, starając się, żeby głos brzmiał lekko. — Wolno mi tylko patrzeć.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, tym samym uśmiechem, którym wcześniej zbierała faceciów w barach.
— Wolno ci więcej, tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Bartek pojawił się za jej plecami, objął ją w pasie, pocałował w szyję i huknął śmiechem do mnie.
— Stary, pilnuj mi żony, bo idę z kumplami od strażackiej po papierosa i kielona na tarasie. Dziesięć minut!
Zniknął w tłumie. Orkiestra zaczęła wolnego. Natalia nie wróciła na parkiet. Zamiast tego skinęła mi głową w stronę wysokich drzwi prowadzących do bocznego skrzydła dworku.
— Chodź. Pokażę ci coś. Podobno w bibliotece jest oryginalny secesyjny stół do bilardu. Albo po prostu nie chcę już uśmiechać się do ciotek.
Poszliśmy. Korytarz był ciemniejszy, chłodniejszy, pachniał starym drewnem i woskiem. Za nami przycichał gwar sali, zostawał tylko bas basów i daleki śmiech. Natalia szła przede mną, tren sukni niosła w dłoni, odsłaniając kostki w białych szpilkach. Zatrzymała się przy oknie wychodzącym na park, oparła dłoń o framugę.
— Od trzech miesięcy nie mogę spać — powiedziała nagle, nie patrząc na mnie. — Wyobrażam sobie ten dzień. Welon, obrączkę… i to, jak ktoś inny niż Bartek ściąga ze mnie tę suknię w pierwszą noc. Ktoś, kto naprawdę umie jebać.
Odwróciła się. W półmroku jej oczy były prawie czarne. Podszedłem bliżej, bliżej niż wypadało świadkowi. Czułem zapach jej perfum – ciężki, biały kwiat z nutą skóry. Stojąc tak, suknia ledwo muskała moje nogawki.
— Natalia…
— Nie gadaj. — Uniosła rękę i poprawiła mi muszkę, palce ześlizgnęły się niżej, na pierwszy guzik koszuli, i zostały tam. — Wiesz, że Bartek jest świetnym człowiekiem. Kocham go. Ale moja cipka nie kocha lojalności. Moja cipka kocha, jak ktoś bierze bez pytania.
Jej dłoń spoczęła płasko na mojej piersi. Czułem, jak bije mi serce prosto w jej dłoń. Ja położyłem swoją na jej talii, na jedwabiu tuż nad biodrem. Kciuk wyczuł kostkę gorsetu pod materiałem. Nie zsunąłem niżej. Jeszcze nie. Ale powietrze między nami stało się gęste, prawie mokre.
— Za chwilę wróci — wyszeptałem.
— Za chwilę — powtórzyła i przechyliła głowę. Jej usta znalazły się centymetr od moich. Oddech pachniał szampanem i miętą. — Albo nie wróci wystarczająco szybko. Biblioteka jest na końcu tego korytarza. Drzwi mają stary zamek. Nikt tam nie zajrzy przez następną godzinę, bo wszyscy będą na tort.
Uniosła biodro i otarła się lekko o moje udo. Tylko tyle. Lekki, prawie przypadkowy kontakt, a we mnie wszystko stanęło dęba. Widziała to. Uśmiechnęła się szerzej, drapieżnie.
— Dwadsieścia minut temu powiedziałam „tak” przed ołtarzem — mruknęła mi w usta. — I od tamtej pory jedyne, o czym myślę, to jak bardzo chcę, żebyś mnie w tej sukni rozjebał. Żeby welon był mokry od potu. Żeby spodnica była podniesiona do pasa, a ja żebym nadal miała obrączkę na palcu, jak będziesz we mnie wchodził.
Moja dłoń ścisnęła jej talię mocniej. Druga powędrowała na jej kark, pod welon, w ciepłe, upięte włosy. Czułem drobne dreszcze na jej skórze. Natalia wciągnęła powietrze ostro, gdy mój kciuk musnął linię jej żuchwy.
— Jeśli teraz wejdziemy do tej biblioteki — powiedziałem chrapliwie — to nie będzie już żadnego udawania.
Patrzyła mi w oczy bez mrugnięcia. W dali huknął korek od szampana i oklaski. Ktoś wołał o tort. A my staliśmy w ciemnym korytarzu, jej piersi unosiły się szybko pod koronką, moja dłoń trzymała ją tak, jakby już była moja.
— Wchodzimy — wyszeptała. — Albo ja tu przy tobie uklęknę na tych cholernych schodach w sukni za dwadzieścia tysięcy. Wybieraj, Kuba.
Jeszcze jeden oddech. Jeszcze jeden centymetr. Jej usta drżały tuż przy moich. Wiedziałem, że za sekundę je wezmę. Wiedziałem, że za minutę będę miał pannę młodą przyjaciela rozłożoną na stole do bilardu. I wiedziałem, że oboje na to czekaliśmy od zbyt dawna, żeby teraz się cofnąć.
Napięcie było już nie do zniesienia. Granica pękała z cichym trzaskiem jedwabiu pod moimi palcami.
Wparowałem z nią do biblioteki i zamknąłem drzwi na stary, ciężki zamek. Klucz przekręcił się z głuchym kliknięciem. Za grubymi murami dworku wesele dudniło dalej – basy, śmiech, toasty – ale tu pachniało kurzem, skórą oprawionych książek i jej perfumami. Natalia odwróciła się do mnie, welon jeszcze na włosach, suknia szeleszcząca. Nie zdążyła nawet otworzyć ust. Wparowałem w nią jak w ścianę.
Pocałunek był brutalny. Wessałem jej język, ugryzłem wargę, aż syknęła, a moje ręce już szarpały koronkę na plecach. Sznurowadła gorsetu pękały pod palcami, jedwab spływał jej z ramion. Piersi wyskoczyły wolne – ciężkie, z ciemnymi, twardymi sutkami, które natychmiast wziąłem w usta. Ssałem mocno, zębami, a ona wpiła mi dłonie w włosy i przycisnęła twarz jeszcze głębiej.
— Kurwa, tak… zdejmij to ze mnie — sapnęła. — Całe to gówno.
Zerwałem spódnicę w górę. Warstwy tiulu i satyny uniosły się do pasa, odsłaniając białe pończochy na paskach, stringi już ciemne od wilgoci i ogoloną, lśniącą cipkę. Zapach jej podniecenia uderzył mnie prosto w krocze. Rzuciłem ją tyłem na stół bilardowy, zielone sukno przyjęło jej ciało. Rozsunąłem jej uda szeroko, klęknąłem i wessałem ją bez ostrzeżenia.
Język wszedł płasko między wargi, od dziurki po łechtaczkę. Liizałem głośno, ssąc, wsuwając dwa palce od razu po knykcie. Natalia krzyknęła, biodra poderwały się do góry, welon zsunął się na bok.
— O jebana… Kuba… właśnie tak liż pannę młodą…
Jej soki spływały mi po brodzie. Smakowała słodko-ostro, gęsto. Rżnąłem ją palcami w rytm, a językiem młóciłem łechtaczkę, aż zaczęła drżeć i zaciskać się. Doszła szybko, głośno, z pełnym, zwierzęcym jękiem, który prawie zagłuszył muzykę z sali. Nie dałem jej odsapnąć. Wstałem, rozpiąłem muchę, rozszarpałem rozporek. Kutas wyskoczył gruby, żyłkowany, cieknący. Przyłożyłem główkę do jej rozwartej szparki i wbiłem się jednym, długim pchnięciem aż po jaja.
Natalia wygięła się w łuk, paznokcie wsunęły się w sukno stołu. Była piekielnie mokra i ciasna, ściany ściskały mnie pulsująco. Stałem tak sekundę, patrząc w dół: suknia ślubna podniesiona do pasa, pończochy, obrączka błyszcząca na palcu, moje jaja przyciśnięte do jej tyłka. Żona Bartka. Świeżo po ślubie. A ja w niej po sam korzeń.
Zacząłem ruchać. Mocno. Głęboko. Stół bilardowy skrzypiał i przesuwał się po podłodze. Każde pchnięcie wydobywało z niej mokry odgłos i krótki krzyk. Trzymałem ją za uda, rozchylając jeszcze szerzej, patrząc jak mój kutas znika w niej i wychodzi lśniący.
— Patrz na mnie — warknąłem. — Patrz, jak cię pierdolę w dniu twojego ślubu.
Natalia patrzyła, usta otwarte, ślina w kąciku. Jedną ręką ścisnęła sobie sutek, drugą tarła łechtaczkę w takt moich uderzeń.
— Jeb mnie twardziej… Kuba… rozjeb tę panieńską cipkę… chcę czuć cię do jutra…
Przyspieszyłem. Skóra klaskała o skórę. Wziąłem ją pod kolana, uniosłem wyżej i waliłem pod kątem, aż trafiłem w to miejsce, które sprawiło, że jej oczy przewróciły się. Doszła drugi raz, zaciskając się tak mocno, że prawie mnie wytrąciła. Soki trysnęły mi na brzuch. Wyjąłem, odwróciłem ją gwałtownie twarzą do stołu, wgiąłem w pasie, spódnicę zarzuciłem jej na plecy i wbiłem z powrotem od tyłu.
Jedną ręką wplotłem jej w welon i upięte włosy, odginając głowę, drugą trzymałem za biodro aż bielały palce. Pierdoliłem ją teraz jak zwierzę – do oporu, jaja uderzały o spuchniętą cipkę, stół dudnił. Natalia pchała się na mnie sama, wyginała krzyż, podstawiała tyłek.
— Napełnij mnie… spuść się w żonę swojego kumpla… kurwa, dawaj…
Te słowa rozwaliły resztki hamulców. Kilka ostatnich, szalonych pchnięć i wbiłem się po jaja, rycząc. Kutas drgał, grube fale spermy strzelały jej głęboko do macicy. Natalia doszła trzeci raz tylko od tego wypełnienia, ściskając mnie rytmicznie, doiąc każdą kroplę.
Zostaliśmy tak, dyszący, spięci. Mój kutas jeszcze twardy, powoli mięknący w jej cieple. Wyjąłem go powoli. Z rozwartej, zaczerwienionej cipki wypłynął gęsty strumień mojej spermy, spłynął po pończochach i na zielone sukno. Spojrzałem na to i poczułem dziką, brudną dumę.
Natalia odwróciła spoconą twarz, welon skołtuniony, usta spuchnięte. Uśmiechnęła się drapieżnie.
— To dopiero początek, Kuba — wyszeptała chrapliwie. — Za pół godziny tort. A ja chcę jeszcze raz. I jeszcze. Zanim wrócę do męża z twoją spustą w środku.
Podniosłem ją z stołu, przyciągnąłem z powrotem do siebie. Już twardniałem ponownie na sam widok jej rozjebanej, ociekającej sukni ślubnej.
Nie wyszliśmy od razu. Natalia stanęła na drżących nogach, suknia wciąż podniesiona, moja sperma spływała jej po wewnętrznej stronie ud i wsiąkała w białe pończochy. Spojrzała na mnie i bez słowa pociągnęła w stronę wąskich drzwi z tyłu biblioteki. Prowadziły do służbowej łazienki – ciasnej, z starym lustrem i zamkiem, którego nikt nie sprawdzał w trakcie tortu.
Wepchnąłem ją do środka, zamknąłem i odwróciłem twarzą do umywalki. W lustrze widziałem jej spoconą twarz, rozmazaną szminkę, welon skołtuniony na boku. Suknia była już tylko przeszkodą. Podniosłem ją znowu do pasa, rozpiąłem spięte pończochy i wszedłem w nią od tyłu jednym mocnym pchnięciem. Cipka przyjęła mnie mokro, głośno, wciąż pełna poprzedniego spustu. Zaczęła się jebać o brzeg umywalki, piersi kołysały się nad porcelaną.
— Głośniej — syknąłem jej do ucha, trzymając za gardło lekko, ale stanowczo. — Niech słyszą basy, nie nas. Ale ty gadaj. Opowiadaj, jak bardzo lubisz być zrywana na własnym weselu.
Natalia roześmiała się chrapliwie, a potem jęknęła, gdy przyspieszyłem.
— Od lat… wszyscy wiedzieli, że lubię twarde chuje i brak zasad… Bartek myślał, że to tylko historie… a ja… o kurwa… a ja od początku chciałam, żebyś ty mi to zrobił w tej sukni…
Ruchałem ją mocno, krótkimi, głębokimi uderzeniami. Jedną ręką tarłem jej łechtaczkę, drugą trzymałem welon jak wodze. W lustrze widzieliśmy wszystko: moją twarz napiętą, jej otwarte usta, obrączkę błyszczącą, gdy ściskała brzeg umywalki. Doszła gwałtownie, z drżeniem, które przeszło na mnie. Nie spuściłem. Wyjąłem, odwróciłem ją i posadziłem na desce sedesu. Klęknęła sama, wzięła mojego kutasa do ust i zaczęła ssać łapczywie, liżąc własny smak i moją spermę. Ślina spływała jej po brodzie na dekolt. Patrzyłem z góry, jak panna młoda w welonie ssie mnie na własnym weselu, i czułem, że zaraz znowu eksploduję.
Wyciągnąłem się z jej ust, podniosłem ją i wyszliśmy tylnymi drzwiami prosto w ciemny park. Girlandy świateł były daleko, muzyka przytłumiona. Przycisnąłem ją do pnia starej lipy, uniosłem jedną nogę i wszedłem znowu. Teraz wolniej, głębiej, prawie moście. Jej plecy drapały się o korę, suknia szeleszczała, a ja szeptałem jej prosto w usta:
— Jesteś żoną Bartka od kilku godzin. I już masz we mnie pełno. Jeszcze raz cię napełnię. I jeszcze. Wrócisz na salę i będziesz tańczyć z nim, a moje spusty będą ci spływać po nogach.
— Tak… właśnie tak… jeb mnie brudniej… — sapnęła i wpiła mi się zębami w ramię, żeby nie krzyczeć za głośno.
Zmieniłem kąt, złapałem oba jej biodra i zacząłem walić mocniej. Liście nad nami szumiały, w dali huknął fajerwerk. Natalia doszła znowu, zaciskając się rytmicznie, a ja tym razem nie wytrzymałem. Wbiłem się najgłębiej i spuściłem drugi gęsty ładunek, pulsując, rycząc jej imię w szyję. Trzymaliśmy się tak, aż oddech wrócił.
Wróciliśmy do biblioteki na ostatnią rundę. Położyłem ją na stole bilardowym na plecach, nogi szeroko na moich barkach, welon rozłożony pod głową jak aureola. Wchodziłem teraz powoli, patrząc jej w oczy, trzymając za ręce. Każde pchnięcie było głębokie, kontrolowane, a ona szeptała brudne rzeczy o tym, jak często się ruchała fantazjując właśnie o tym momencie. Gdy przyspieszyłem, doszła razem ze mną – trzeci mój spust tej nocy, długi, wyczerpujący, aż poczułem, że nie mam już nic.
Padliśmy obok siebie na zielonym suknie, dyszący, zniszczeni. Moja sperma wypływała z niej obficie, mieszając się z jej sokami i spływając na tiul. Natalia odwróciła spoconą twarz, poprawiła obrączkę na palcu i uśmiechnęła się lekko, zniszczona i piękna.
— Teraz mnie ubierz — wyszeptała. — Muszę wrócić na tort. I tańczyć z mężem. A ty będziesz stał obok i wiedział, że w środku noszę wszystko, co mi właśnie dałeś.
Pomogłem jej wstać. Zapialiśmy suknię jak dało się, otarłem ślady z jej ud, poprawiłem welon. Pachniała seksem i perfumami. Pocałowałem ją jeszcze raz, krótko, mocno, i otworzyłem drzwi.
Wyszliśmy osobno. Za chwilę stanąłem z powrotem w sali, wziąłem kieliszek, a ona już śmiała się przy stole z Bartkiem, rumiana, z błyskiem w oku. Muzyka grała. Fajerwerki eksplodowały nad jeziorem. A ja czułem na skórze jeszcze jej zapach i wiedziałem, że ta noc dopiero zapadła nam w pamięć na dobre.


