Wyruchałem 50-letnią koleżankę żony w domku letniskowym – ostra erotyka
Domek stał na wyniesieniu, tuż nad taflą jeziora. Sosny szumiały leniwie, a powietrze pachniało żywicą, wilgotną trawą i dymem z grilla, który właśnie dogasał. Żona wyjechała przed południem – „tylko na chwilę do miasta z dziewczynami, wrócę wieczorem albo rano, nie czekaj”. Zostawiła mnie z Beatą.
Beata. Pięćdziesiąt lat, blondynka, wysoka jak amazonka – metr osiemdziesiąt w spłaszczonych sandałach. Koleżanka żony z biura, ta, o której zawsze mówiło się „no Beata to wie, czego chce”. Wąskie ramiona, długie nogi, piersi wciąż pełne, biodra szerokie i pewne siebie. Tego dnia miała na sobie białą lnianą sukienkę na cienkich ramiączkach i nic więcej, o czym wiedziałem od momentu, gdy wiatr uniósł rąbek przy grillu.
Siedzieliśmy na tarasie. Butelka białego wina już pusta, druga otwarta. Beata siedziała naprzeciwko, noga na nodze, sukienka zjechała wysoko na udo. Opalona skóra błyszczała. Palcem kręciła kieliszkiem i patrzyła na mnie tak, jak od dwóch lat patrzyła na firmowych imprezach – zbyt długo, zbyt bezpośrednio.
— Twój żona myśli, że jesteś grzeczny — powiedziała nagle, głos niski, nieco zachrypnięty od papierosów, które rzuciła dekadę temu. — A ja od zeszłorocznej wigilii firmowej wiem, że nie jesteś. Wtedy w kuchni, jak podałaś mi wino i stałeś za blisko. Pamiętasz?
Pamiętałem. Pamiętałem zapach jej perfum i to, jak świadomie otarła się o mnie biodrem.
— Pamiętam — odparłem. — Myślałem, że tylko prowokujesz.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, szeroko, drapieżnie. — Ja zawsze prowokuję. Ale rzadko kto bierze. A ty… ty brałeś wzrokiem przez cały sezon. Myślałaś, że nie zauważam?
Wstała. Wysoka, spokojna, pewna. Wzięła butelkę i dopełniła mojego kieliszka, stojąc tuż nad mną. Z tej perspektywy widziałem linię jej dekoltu, lekkie krople potu między piersiami i to, że naprawdę nie miała biustonosza. Sukienka była tak cienka, że sutki rysowały się wyraźnie.
— Chodź, pomożesz mi zamykać okiennice na piętrze — rzuciła. — Żona kazała „pilnować domku”, to pilnujmy.
Weszliśmy do środka. Domek pachniał drewnem i starymi kocami. Schody skrzypiały. Na górze mała sypialnia z podwójnym łóżkiem i oknem na jezioro. Beata podeszła do okiennicy, a ja za nią. Gdy sięgała wyżej, sukienka uniosła się z tyłu i przez sekundę zobaczyłem białą koronkę stringów i dolną linię pośladków.
— Wyżej — powiedziałem spokojnie, a sam stanąłem tuż za nią, practically obejmując ją ramionami, żeby „dopchnąć zasuwę”.
Ciało miał against jej pleców. Wysoka była prawie jak ja, więc jej tyłek idealnie wpasował się w moje krocze. Nie odsunęła się. Nawet delikatnie się do mnie cofnęła. Czułem ciepło jej skóry przez len.
— Zasuwa ciężka — mruknęła, a głos miała już zupełnie inny. — Albo ja po prostu chcę, żebyś tak stał dłużej.
Zasuwa weszła. Ale my nie ruszyliśmy się. Moje dłonie spoczęły na framudze po obu stronach jej głowy. Ona opuściła ręce i położyła je na moich biodrach, z tyłu.
— Beata… — Nie gadaj głupot o żonie — ucięła cicho. — Ona mnie zna. Wie, jaka jestem. I wie, że jak coś chcę, to biorę. A ja ciebie chcę od dłuższego czasu, Kuba.
Odwróciła się w tym ciasnym przestrzeni między mną a oknem. Teraz piersi przycisnęły się do mojej klatki. Patrzyła mi prosto w oczy z dołu, chociaż prawie nie musiała. Jedna jej dłoń przejechała po mojej klatce w dół, powoli, aż zatrzymała się na pasku spodni.
— Domek pusty. Jezioro ciche. Nikt nie przyjedzie do rana — wyszeptała. — I ja jestem pięćdziesięcioletnią kobietą, która wie, jak się rucha i której cipka jest już mokra od samego stania z tobą na tych schodach.
Wzięła moją dłoń i bez wahania położyła ją sobie na udzie, wysoko, pod sukienką. Skóra gorąca. Potem wyżej. Moje palce natrafiły na koronkę i wilgoć. Beata nie mrugnęła. Tylko wciągnęła powietrze i uśmiechnęła się zadowolona.
— Widzisz? Bardzo chętna. I bardzo otwarta. Żadne gry. Żadne „może”. Chcę, żebyś mnie tu zerżnął. Twardo. Tak jak patrzyłeś.
Stojąc tak, czoło w czoło, czułem jej oddech na ustach i własne tętno w spodniach. Moja dłoń została między jej nogami, kciuk musnął wilgotny materiał. Ona tymczasem już otwierała mój pasek.
— Ostatnie ostrzeżenie — powiedziałem chrapliwie. — Jak teraz pocałuję, to nie będzie delikatnie.
Beata zaśmiała się cicho, nisko, i przyciągnęła moją twarz bliżej. — Kuba. Ja nie chcę delikatnie. Ja chcę, żebyś mnie użył. Na tym łóżku, na stole, na tarasie. Chcę poczuć się jak kobieta, którą ktoś naprawdę bierze. A ty wyglądasz na kogoś, kto umie brać.
Jej usta były już milimetry od moich. Dłoń na moim rozporku znalazła twardy kutas i ścisnęła przez materiał. Ja w odpowiedzi wsunąłem palce pod stringi i poczułem gładką, mokryą szparkę. Beata jęknęła wprost w moje usta.
Napięcie pękało. Za oknem jezioro było czarne i spokojne. W domku pachniało winem i jej skórą. Oboje wiedzieliśmy, że za sekundę sukienka będzie na podłodze, a ja będę w środku koleżanki swojej żony.
— Rób to — wyszeptała. — Teraz.


Pocałowałem ją tak, jak obiecałem – bez delikatności. Usta Beat y otworzyły się od razu, mokre, głodne, z zębami i językiem, który walczył z moim. Wessałem jej wargę, ugryzłem, a ona warknęła i szarpnęła mój pasek do końca. Sukienka spadła z niej jednym ruchem dłoni – ramiączka pękły pod palcami jak nic. Została naga w samej koronkowej stringach i sandałach. Pięćdziesiąt lat, a ciało miała jędrne, opalone, z pełnymi piersiami, twardymi ciemnymi sutkami i szerokimi biodrami, które prosiły się o
trzymanie.
— Kurwa, wreszcie — sapnęła, gdy cofnąłem się o krok, żeby na nią spojrzeć. — Patrz ile chcesz, ale potem bierz.
Ściągnąłem stringi w dół. Cipka była ogolona, wargi grube, już lśniące od wilgoci. Zapach jej podniecenia uderzył mocno – dojrzały, intensywny, kobiecy. Rzuciłem ją na duże łóżko pod skosem dachu. Beata rozłożyła się sama, nogi szeroko, jedna ręka na piersi, druga między udami, rozchylając się dla mnie.
— Liż — rozkazała chrapliwie. — Od lat nie miałam faceta, który umie jeść cipkę jak należy.
Klęknąłem. Wsunąłem twarz między jej długie uda i lizałem płasko, od dziurki po łechtaczkę, ssąc głośno. Smakowała słono-słodko, gęsto. Dwa palce weszły od razu – ciasno, mokro, gorąco. Beata krzyknęła i wpiła mi dłonie w włosy, przyciskając mocniej.
— Tak… właśnie tak… kurwa, Kuba, twoja żona nie wie, co traci…
Rżnąłem ją palcami w rytm języka, skręcając, szukając punktu. Jej biodra kręciły się dziko, uda zaciskały mi głowę. Doszła szybko, z pełnym, niskim krzykiem, który odbił się od drewnianych ścian. Soki spłynęły mi po brodzie. Nie odsunąłem się – liizałem dalej, aż drżała i pchała mnie słowami „weź mnie już, do cholery”.
Zerwałem z siebie ubranie. Kutas stał twardo, grubo, żyły pulsowały. Beata spojrzała na niego i oblizała usta.
— Gruby. Dobrze. Wchodź.
Położyłem się na niej, przeciągnąłem główką po mokrej szparce i wbiłem się jednym długim pchnięciem aż po jaja. Beata wrzasnęła i oplotła mnie nogami – długimi, silnymi. Była piekielnie mokra po orgazmie, ale wciąż ciasna, ściany ściskały mnie rytmicznie. Przez chwilę stałem w niej nieruchomo, czując tylko gorąco koleżanki żony.
Zacząłem ruchać. Mocno. Głęboko. Łóżko skrzypiało jak szalone, wezgłowie uderzało o ścianę. Każde pchnięcie wydobywało z niej niski, zwierzęcy jęk. Trzymałem jej uda szeroko, patrząc jak mój kutas znika w niej po sam korzeń i wychodzi lśniący.
— Jeb mnie twardo — warknęła, paznokcie w moich plecach. — Nie jestem delikatna dziewczynka. Użyj mnie.
Przyspieszyłem. Skóra klaskała o skórę. Piersi podskakiwały w rytm, więc schyliłem się i ssałem sutki na przemian, gryząc. Beata wygięła się w łuk. Jedną ręką tarła sobie łechtaczkę w takt moich uderzeń.
— Od firmowej wigilii chciałam tego chuja… o tak… głębiej, Kuba…
Zmieniłem pozycję. Wyjąłem, odwróciłem ją na brzuch, uniosłem biodra i wbiłem od tyłu. Jedną ręką złapałem jej blond włosy i odgiąłem głowę, drugą ścisnąłem pośladek aż zbielały palce. Pierdoliłem ją teraz brutalnie, do oporu, jaja uderzały o spuchniętą cipkę. Beata pchała się na mnie sama, wyginała krzyż, krzyczała w poduszkę.
— Napełnij mnie… spuść się w koleżankę żony… dawaj…
Te słowa rozwaliły wszystko. Kilka ostatnich, głębokich pchnięć i wbiłem się po jaja, rycząc. Kutas drgał, grube fale spermy strzelały jej głęboko, pulsując. Beata doszła razem ze mną, zaciskając się mocno, doiąc każdą kroplę niskim, długim jękiem.
Zostaliśmy tak, dyszący, spięci. Mój kutas jeszcze tętnił w niej. Wyjąłem powoli. Z rozwartej cipki wypłynął gęsty strumień mojej spermy i spłynął po wewnętrznej stronie jej uda na prześcieradło. Beata odwróciła spoconą twarz, blond włosy sklejone, usta spuchnięte. Uśmiechnęła się szeroko, zadowolona, drapieżna.
— Pierwszy raz zaliczony — wyszeptała chrapliwie. — Ale noc dopiero się zaczyna. Mam taras, stół w jadalni i jeszcze sporo siły. Chcę więcej tego chuja. Od razu.
Podniosła się na łokciach, sięgnęła do mnie i ścisnęła jeszcze half-twardego kutasa mokrą dłonią.
— Stawaj. Będę ssać, aż znowu będziesz gotowy mnie zniszczyć.
Nie dałem jej długo ssać. Beata klęczała przede mną na łóżku, blond włosy opadały na twarz, a usta obciągają kutasa mokro i głęboko, aż ślina spływała jej po brodzie na piersi. Trzymałem ją za głowę i pchałem dalej, ale po chwili wyciągnąłem się, podniosłem ją i wyprowadziłem na taras.
Noc nad jeziorem była ciepła, czarna, pełna świergotu owadów i dalekiego plusku wody. Beata stanęła przy balustradzie naga, wysoka, opalona, moja sperma wciąż sączyła się jej po udach. Odwróciła się, oparła ręce o drewno i podstawiła tyłek.
— Tu — rozkazała chrapliwie. — Żebym widziała wodę, jak będziesz mnie jebał.
Wszedłem w nią od tyłu jednym mocnym pchnięciem. Cipka przyjęła mnie łatwo, mokra i rozgrzana po pierwszym razie. Złapałem jej biodra oburącz i zacząłem ruchać głęboko, miarowo, z całym ciężarem ciała. Balustrada skrzypiała. Jej piersi kołysały się wolno, blond włosy lep iły się do spoconych pleców.
— Głośniej — syknąłem. — Nikt nie usłyszy. Jezioro nie powie żonie.
Beata zaśmiała się dziko i pchała się na mnie sama. — Od dwóch lat patrzyłam na ciebie na zebraniach i wyobrażałam sobie właśnie to… jak stoisz za mną i pierdolisz mnie jak sukę… kurwa, Kuba, twardziej…
Przyspieszyłem. Skóra klaskała o skórę, echo niosło się po wodzie. Jedną ręką sięgnąłem z przodu i tarłem jej spuchniętą łechtaczkę, drugą ścisnąłem pierś. Beata doszła głośno, z niskim rykiem, zaciskając się na kutasie tak mocno, że musiałem stanąć w pół ruchu. Nie spuściłem. Wyjąłem, odwróciłem ją twarzą do siebie, uniosłem jedną jej długą nogę wysoko i wbiłem znowu, stojąc.
Patrzyliśmy sobie w oczy, gdy ruchałem ją na tarasie. Wysoka była prawie jak ja, więc spięcie było idealne. Pocałowałem ją brudno, zębami, a ona wpiła mi paznokcie w pośladki, przyciągając jeszcze głębiej.
— W środku jesteś gorący i pełny mojej spermy — mruknąłem jej w usta. — I zaraz dostaniesz więcej.
— Dawaj… napełnij koleżankę żony drugi raz… chcę to czuć jak będę jutro siedzieć na naradzie…
Wniósłem ją z powrotem do środka, nie wyjmując się. Na stole w jadalni zrzuciłem ręczniki i puste kieliszki. Położyłem ją na blacie, nogi szeroko na moich barkach, i waliłem z góry, mocno, patrząc jak jej piersi rozlewają się na boki. Stół dudnił o podłogę. Beata tarła sobie łechtaczkę trzema palcami w rytm, jęcząc bez wstydu.
Doszła znowu, tryskając mi na brzuch. Tym razem nie wytrzymałem. Wbiłem się po jaja i spuściłem drugi gęsty ładunek, rycząc, pulsując głęboko w niej. Beata kręciła biodrami, doiąc mnie do końca, uśmiechnięta z satysfakcją.
Jeszcze nie było dość. Wciągnąłem ją pod prysznic na parterze. Gorąca woda spłynęła po nas, spłukując pot i spermę, która i tak zaraz leciała z niej nowa. Wziąłem ją od tyłu pod strumieniem, jedna noga Beaty uniesiona na brodziku. Ruchałem wolniej, ale do samego dna, ręce pełne jej mokrych piersi.
— Jesteś niesamowicie chętna — sapnąłem jej w kark. — Pięćdziesiąt lat i cipka jak u dwudziestolatki, tylko mądrzejsza.
— Bo wiem, czego chcę — odparła między jękami. — I chcę twojego chuja jeszcze raz. Na łóżku. Żebym mogła cię dosiąść i sama się najeździć.
Wróciliśmy na górę. Beata odepchnęła mnie na materac, usiadła okrakiem i wsunęła się powoli na twardego znowu kutasa. Zaczęła jeździć. Wysoka, silna, pewna – piersi kołysały się nad moją twarzą, biodra kręciły w idealnym rytmie. Trzymałem ją za tyłek i pchałem do góry, a ona pochylała się, szeptając brudne rzeczy prosto w usta.
— Twoja żona wróci rano… a ja będę jeszcze mokra po tobie… i uśmiechnięta…
Przyspieszyła. Tarła łechtaczkę o moją nasadę, cipka mlaskała głośno. Doszła z drżeniem całego ciała, zaciskając się falami. Ja złapałem jej biodra mocniej i rżnąłem od dołu jak tłok, aż eksplodowałem trzeci raz – długo, głęboko, aż poczułem, że nic już nie mam.
Beata osunęła się na mnie, mokra, ciężka, dysząca. Zostaliśmy tak spleceni, moja sperma wypływała z niej powoli na moje uda i prześcieradło. Za oknem niebo szarzało – pierwsze oznaki świtu nad jeziorem.
Palcem kreśliła wilgotne kręgi na mojej piersi. — To nie był jednorazowy numer, Kuba — wyszeptała w końcu, głos jeszcze zachrypnięty. — Jak żona znowu gdzieś wyjedzie… dzwonię. A ty otwierasz drzwi. Albo przyjeżdżasz tu. Zrozumieliśmy się?
Pocałowałem ją w spocone skronie, potem w usta – wolno, wyczerpująco. — Zrozumieliśmy — odparłem. — I następnym razem bierzesz mnie jeszcze głębiej.
Beata uśmiechnęła się drapieżnie, przesunęła nogę wyżej i przycisnęła się bliżej. Domek pachniał seksem, winem i jej skórą. Jezioro było ciche. A my leżeliśmy nago, pełni siebie, wiedząc, że ta noc zostawi ślad na długo.


