Opowiadania erotyczne

Czekałem 20 lat na seks z moją przyjaciółką…

Siedzieliśmy na tarasie apartamentu, wysokiego, z panoramicznym oknem wychodzącym prosto na Bałtyk. Fale biły miarowo o brzeg, a wino w kieliszkach mieniło się w świetle zachodzącego słońca jak płynne złoto. Magda siedziała naprzeciwko mnie, nogi założone po turecku na fotelu, sukienka w kolorze piasku podjechała jej wyżej na uda, niż powinna. Od dwudziestu lat znałem te uda. Od dwudziestu lat udawałem, że ich nie zauważam.

Mój najlepszy kumpel, Tomek, właśnie opowiadał jakiś stary numer z wojska, a moja żona, Ania, śmiała się zbyt głośno, jak zawsze, gdy wypije drugiego lampka. Magda patrzyła na mnie. Nie od razu. Najpierw na morze, potem na moje dłonie trzymające kieliszek, potem prosto w oczy. Uśmiechnęła się tylko kącikiem ust, tym samym uśmiechem, który pamiętam z jej dwudziestych urodzin, gdy jeszcze nie była żoną mojego przyjaciela.

— Kuba, pamiętasz tamten wyjazd w Bieszczady? — odezwała się nagle, głosem niskim, niemal chrapliwym. — Gdy spaliśmy w jednej chacie i rano okazało się, że brakuje nam paliwa?

Tomek wybuchnął śmiechem. — Jasne, że pamięta! Wciągnął wtedy cały kanister na własnych plecach jak osioł.

Ja tylko skinąłem. Pamiętałem coś innego. Pamiętałem, jak Magda wyszła rano w samej koszulce i majtkach po wodę ze źródła, a ja stałem w progu i przez chwilę nie mogłem oddychać. Miałem wtedy trzydzieści dwa lata. Dziś miałem czterdzieści trzy i nadal nie mogłem.

Ania wstała, przeciągnęła się teatralnie. — Idziemy na plażę? Zostawimy was młodych samych, co? — zażartowała, choć nikt z nas nie był już młody. — Tomek, rusz dupę. Chcę poczuć wodę na stopach, zanim całkiem ostygnie.

Tomek pokiwał głową, dopił wino i pocałował Magdę w czoło. — Nie schlejcie się bez nas.

Drzwi tarasowe domknęły się za nimi z cichym kliknięciem. Został tylko szum fal i zapach soli. Magda nie wstała. Ja też nie. Siedzieliśmy w ciszy, która nagle stała się gęsta jak miód.

— Wreszcie — powiedziała cicho. Nie patrzyła na mnie. Patrzyła na ciemniejące morze. — Myślałam, że nigdy nie będzie takiej chwili.

Wstałem. Podszedłem do balustrady, udając, że poprawiam ręcznik. Stanąłem tuż za nią. Czułem ciepło jej pleców, nawet przez sukienkę. Gdy odwróciła głowę, nasze twarze znalazły się bliżej, niż pozwalała przyzwoitość.

— Magda… — Nie mów nic głupiego, Kuba. — Jej głos drżał. — Dwadzieścia lat. Dwadsieścia cholernych lat patrzyłam, jak ty patrzysz. I milczałam. Bo Tomek. Bo Ania. Bo wszystko.

Sięgnąłem dłonią i musnąłem jej nadgarstek. Tylko tyle. Skóra miała ciepłą, gładką, z lekkim posmakiem soli od morskiej bryzy. Nie cofnęła ręki. Wręcz przeciwnie — odwróciła dłoń i splotła palce z moimi. Mocno. Jakby bała się, że puszczę.

— W kuchni jest jeszcze jedna butelka — mruknąłem, bo musiałem coś powiedzieć, żeby nie zdusić się własnym oddechem.

Poszliśmy razem. Apartament był duży, nowoczesny, z otwartą kuchnią i wyspą pośrodku. Światło z salonu padało ukośnie, rysując na jej szyi cienką linię cienia. Magda oparła się biodrami o blat. Ja stanąłem naprzeciwko, zbyt blisko. Zbyt blisko, żeby to jeszcze nazywać przypadkiem.

— Zawsze myślałem, że jak już będziemy sami… to będę wiedział, co powiedzieć — wyszeptałem.

Ona uniosła twarz. — A co chcesz powiedzieć?

Zamiast odpowiedzi położyłem dłoń na blacie tuż obok jej biodra. Palce niemal dotykały materiału sukienki. Czułem zapach jej perfum — coś drzewnego, ciężkiego, dorosłego. Nie ten dziewczęcy zapach sprzed lat. To był zapach kobiety, która wie, czego chce, i wreszcie przestaje udawać.

Magda uniosła rękę i palcem przejechała po moim przedramieniu, od nadgarstka aż po zgięcie łokcia. Powoli. Celowo. — Twoja żona myśli, że jesteś spokojny. Tomek myśli, że jesteś lojalny do szpiku. A ja… ja wiem, że od lat jebiesz mnie wzrokiem na każdej imprezie.

Słowo uderzyło mnie jak policzek i jednocześnie jak pieszczota. Odchyliłem się minimalnie, ale ona złapała mnie za koszulę i przyciągnęła z powrotem. — Nie odchodź teraz. Nie po tym wszystkim.

Stojąc tak, biodro w biodro, czułem jej piersi przez cienki materiał. Czułem, jak oddycha szybciej. Moja wolna dłoń wylądowała na jej talii, kciuk wsunął się pod ramiączko sukienki i stanął na samej granicy skóry. Nie zsunąłem. Jeszcze nie. Ale oboje wiedzieliśmy, że to tylko kwestia sekund.

Magda uniosła się na palcach. Jej usta znalazły się przy moim uchu. — Jeśli zaraz mnie nie pocałujesz, Kuba… to ja Cię pocałuję. I wtedy już nie będzie odwrotu.

Odsunąłem twarz o centymetr, żeby spójrzeć jej w oczy. Były ciemne, rozszerzone, pełne tego samego głodu, który ja dźwigałem od połowy życia. Serce waliło mi tak mocno, że byłem pewien, iż słyszy. Za oknem morze huczało głośniej, jakby samo podsycało to, co wisiało między nami.

Trzymałem ją za talię. Ona trzymała mnie za koszulę. Oddech mieszał się z oddechem. Jeszcze jedna chwila. Jeszcze jeden hektar przyzwoitości, który właśnie płonął.

— Magda… — wydusiłem.

Ona tylko kiwnęła głową, ledwie zauważalnie. — Wiem. Ja też.

I w tej sekundzie, gdy moje usta były już milimetry od jej ust, a dłoń wreszcie ześlizgnęła się niżej, na krągłość jej biodra, oboje wiedzieliśmy, że granica właśnie przestaje istnieć.


Nie było już żadnego „zaraz”. Moje usta runęły na jej w tej samej sekundzie, w której dłoń ścisnęła twardo jej biodro. Magda otworzyła się natychmiast, głodna, mokra, z latami stłumionego wrzasku w gardle. Pocałunek nie był delikatny. Był brudny, zębami, językiem, śliną. Wessałem jej dolną wargę, ugryzłem, a ona warknęła mi prosto do ust i wcisnęła się całą piersią w moją klatkę. Czułem twarde sutki przez cienką sukienkę. Dwadsieścia lat. Dwadsieścia jebanych lat patrzyłem na te piersi na basenie, w dekoltach, w mokrych koszulkach po deszczu i udawałem, że jestem lojalnym kumplem. Teraz miałem je w garści.

Rozerwałem ramiączka. Sukienka spłynęła jej do pasa jednym ruchem. Magda nie miała biustonosza. Jej piersi były ciężkie, dojrzałe, z ciemnymi, twardymi brodawkami, które natychmiast wziąłem w usta. Ssałem mocno, zęby muskały skórę, a ona wpiła mi paznokcie w kark i wygięła się w łuk nad blatem wyspy.

— Kurwa, Kuba… wreszcie — syknęła, głos złamany. — Pieprz mnie już. Nie czekaj.

Nie czekałem. Zerwałem jej sukienkę resztą drogi w dół. Pod spodem miała tylko koronkową stringi, ciemne od wilgoci. Zapach jej cipki uderzył mnie prosto w mózg – słony, gęsty, kobiecy. Rzuciłem ją na blat, rozchyliłem uda i wsunąłem twarz między nie bez jednej sekundy wahania. Liizałem ją przez materiał najpierw, czując, jak drży. Potem wsunąłem palce pod stringi, ściągnąłem je jednym szarpnięciem aż do kostek i wyrzuciłem gdzieś za siebie. Jej cipka była ogolona na gładko, tylko wąski pasek ciemnych włosków nad szparką. Wargi spuchnięte, błyszczące. Wsunąłem język głęboko, płasko, od dziurki aż po łechtaczkę, i ssałem. Magda krzyknęła. Nogi zadrżały jej na moich barkach.

— O kurwa… tak, właśnie tak… jebana moja fantazja…

Pijąc ją, rozpiąłem sobie spodnie jedną ręką. Kutas wyskoczył twardy jak kamień, bolący, żyłkowany, już cieknący preejakulatem. Od lat wyobrażałem sobie ten smak. Był lepszy. Słodko-kwaśny, gęsty. Wsunąłem dwa palce w jej ciasną dziurkę i zacząłem rżnąć nią w rytm języka na łechtaczce. Magda jęczała głośno, bez wstydu, biodra wypychała mi prosto w twarz.

— Weź mnie… Kuba, weź mnie wreszcie, bo zwariuję…

Podniosłem się. Otarłem mokre usta grzbietem dłoni. Stanąłem między jej rozłożonymi udami, chwyciłem swojego kutasa i przeciągnąłem główką po jej śliskiej szparce, w górę i w dół, smarując się nią. Spojrzała mi w oczy. W jej spojrzeniu nie było winy. Była tylko czysta, dzika potrzeba.

Wbiłem się jednym długim, twardym pchnięciem. Do samego końca. Magda krzyknęła i zatopiła paznokcie w moich przedramionach. Była piekielnie mokra i ciasna, ściany jej cipki ściskały mnie pulsująco. Przez chwilę stałem nieruchomo, po prostu czując, jak jestem w środku żony mojego najlepszego przyjaciela. Potem zacząłem ruchać.

Mocno. Głęboko. Blat dudnił o szafki. Jej piersi podskakiwały z każdym uderzeniem bioder. Trzymałem ją za uda, rozchylając jeszcze szerzej, patrząc, jak mój gruby kutas znika w niej po jaja i wychodzi lśniący jej sokami.

— Patrz na mnie — warknąłem. — Patrz, jak cię pierdolę po tylu latach.

Magda patrzyła. Usta otwarte, ślina w kąciku. Jedną ręką ścisnęła sobie sutek, drugą zsunęła między nas i tarła sobie łechtaczkę w takt moich pchnięć.

— Jebiesz mnie… wreszcie mnie jebiesz… o tak, głębiej, kurwa, głębiej…

Przyspieszyłem. Skóra o skórę klaskała głośno. Wziąłem ją pod kolana, uniosłem biodra wyżej i zacząłem walić pod innym kątem, trafiając w to miejsce w środku, które sprawiło, że jej oczy przewróciły się do tyłu. Cipka zaczęła mi drżeć i ściskać. Doszła głośno, z dzikim, długim jękiem, całe ciało łukiem, soki trysnęły mi na brzuch i uda. Nie zwolniłem. Ruchałem ją przez orgazm, wydłużając go, aż zaczęła szlochać z nadmiaru.

Wyciągnąłem kutasa, mokry, pulsujący. Odwróciłem ją gwałtownie twarzą do blatu, wgiąłem w pasie, rozstawiłem nogi i wbiłem z powrotem od tyłu. Jedną ręką wplotłem jej w włosy i odgiąłem głowę do tyłu, drugą trzymałem za biodro tak mocno, że zostawiałem ślady. Pierdoliłem ją teraz zwierzęco, do oporu, jaja uderzały o jej spuchniętą cipkę. Magda pchała się na mnie sama, wyginała plecy, podstawiała tyłek.

— Napełnij mnie… Kuba… spuść się we mnie… chcę to poczuć…

Te słowa rozwaliły mi resztki kontroli. Kilka ostatnich, szalonych pchnięć i wbiłem się po same jaja, rycząc jej imię. Kutas drgał, grube spływy spermy strzelały jej głęboko do środka, fala za falą. Magda doszła drugi raz tylko od tego uczucia wypełnienia, ściskając mnie rytmicznie, doiąc każdą kroplę.

Zostaliśmy tak, spleceni, dyszący, mokrzy od potu i seksu. Mój kutas jeszcze drgał w niej, powoli mięknąc. Wyjąłem go powoli. Z jej rozwartej cipki wypłynął gęsty strumień mojej spermy i spłynął po wewnętrznej stronie uda na kafelki. Spojrzałem na to i poczułem dziką, brudną satysfakcję.

Magda odwróciła głowę, wciąż leżąc piersiami na blacie. Uśmiechnęła się leniwie, zniszczona i piękna.

— To dopiero początek nocy, Kuba — wyszeptała. — Mamy jeszcze kilka godzin, zanim wrócą.

Wziąłem ją za rękę, podniosłem z blatu i przyciągnąłem z powrotem do siebie. Już twardniałem ponownie na samą myśl o tym, co jeszcze jej zrobię.


Nie dałem jej nawet dojść do sypialni. Podniosłem Magdę z blatu, ona oplotła nogami moje biodra, a ja niosłem ją przez salon prosto do wielkiego panoramicznego okna. Szkło było chłodne, za nim czarne morze i srebrna smuga księżyca. Przycisnąłem ją plecami do tafli, kutas znów twardy jak stal otarł się o jej jeszcze ociekającą spermą cipkę.

— Patrz — warknąłem jej do ucha, wchodząc jednym pchnięciem aż po jaja. — Patrz na to morze, podczas gdy żona twojego męża i mój kumpel monotonią plażę, a ja cię tu rżnę.

Magda krzyknęła, paznokcie wpiła mi w plecy. Okno zaparowało od naszego oddechu. Ruchałem ją stojąco, mocno, każde uderzenie bioder uderzało jej tyłkiem o szkło. Jej piersi przygniecione do mojej klatki, sutki twarde. Czułem, jak moja poprzednia sperma squelczy w niej przy każdym wejściu, spływa nam po udach.

— Od ilu lat tego chciałaś? — zapytałem, nie zwalniając.

— Od zawsze… od twoich trzydziestych… kurwa, Kuba, głębiej…

Wypchnąłem ją jeszcze mocniej na szybę, uniosłem jedno jej udo wyżej i waliłem pod kątem, aż jej łechtaczka tarła się o moją nasadę. Doszła trzeci raz, drżąc, zaciskając się na mnie tak mocno, że prawie mnie złamała. Nie spuściłem. Wyjąłem, odwróciłem ją twarzą do okna, rozstawiłem jej nogi szeroko i wsunąłem z powrotem od tyłu. Jedną ręką ścisnąłem jej gardło lekko, drugą tarłem jej spuchniętą łechtaczkę.

— Powiedz, czyja jesteś teraz.

— Twoja… tylko twoja, jeb mnie…

Pierdoliłem ją tak, patrząc na nasze odbicie w ciemnej szybie – dojrzałe ciała, pot, jej otwarte usta, mój kutas znikający w niej po uszy. Potem wyciągnąłem się, złapałem ją za rękę i pociągnąłem na taras. Nocne powietrze uderzyło nas solą i wiatrem. Magda stanęła przy balustradzie, wyginać tyłek, a ja klęknąłem za nią i wessałem jej cipkę od tyłu, liżąc własną spermę mieszającą się z jej sokami. Jęczała w wiatr, głośno, bez hamulców.

Kiedy wstałem, ona odwróciła się, zepchnęła mnie na leżak i usiadła na moim kutasie twarzą do mnie. Wsunęła się powoli, centymetr po centymetrze, aż spoczęła na mnie całym ciężarem. Zaczęła jeździć. Powoli na początku, piersi kołysały się mi przed twarzą. Wziąłem sutka w usta, gryzłem, ssałem, a ona przyspieszała, cipka mlaskała mokro.

— Tyle lat wyobrażałem sobie, jak siadasz na mnie w kuchni Tomka, w łazience u nas na imprezie… — syknąłem jej między piersi. — A teraz jebiesz się ze mną na tarasie i nosisz moją spust w sobie.

Magda pochyliła się, złapała mnie za twarz i pocałowała brutalnie, gryząc wargę.

— Zamknij się i napełnij mnie znowu.

Złapałem ją za biodra i zacząłem pchać do góry, rżnąc ją od dołu jak maszyną. Leżak skrzypiał, fale biły o brzeg w tym samym rytmie. Doszła czwarty raz, całym ciałem, cipka pulsowała tak gwałtownie, że tym razem nie wytrzymałem. Wbiłem się najgłębiej jak mogłem i strzeliłem w nią drugi ładunek, gęsty, długi, rycząc jej imię w szyję. Magda przyjęła wszystko, kręcąc biodrami, doiąc mnie do ostatniej kropli.

Jeszcze nie skończyliśmy. Wciągnąłem ją pod prysznic w łazience z oknem na morze. Gorąca woda spływała po nas, a ja wziąłem ją od tyłu pod strumieniem, jedna noga Magdy uniesiona na brodziku. Woda spłukiwała spermę, która i tak zaraz leciała z niej nowa, bo po kilku minutach znowu twardniałem w jej cieple. Ruchałem wolniej, głębiej, prawie czule, ale słowa były brudne.

— Jutro usiądziesz przy śniadaniu z Tomkiem i będziesz czuła, jak ci ścieka po udach.

— Tak… i będę wiedziała, że to twoje.

Wyszliśmy mokry, wróciliśmy na wielkie łóżko w sypialni. Magda położyła się na plecach, rozłożyła nogi szeroko i powiedziała tylko:

— Jeszcze raz. Chcę czuć cię do rana.

Wszedłem w nią trzeci raz tej nocy. Teraz już powoli, patrząc jej w oczy, trzymając za ręce przybite nad głową. Słyszałem nasze mokre odgłosy, jej ciche, długie jęki, moje imię powtarzane jak modlitwa. Kiedy zbliżałem się do kolejnego orgazmu, przyspieszyłem, a ona doszła ze mną, nogi sczepione na moim grzbiecie, cipka drgająca w rytm moich spustów.

Padliśmy obok siebie, dyszący, zniszczeni, mokry od wszystkiego. Magda przełożyła nogę przez moje biodro, moja sperma powoli wypływała z niej na pościel. Za oknem świt dopiero się zapowiadał. Miała jeszcze godzinę, może dwie, zanim wrócą.

Odwróciła twarz do mnie. Uśmiechnęła się tym samym krzywym uśmiechem co na tarasie.

— To nie był tylko jeden raz, Kuba — wyszeptała. — Prawda?

Pocałowałem ją w spocone czoło, a kutas już znowu drgnął na samo jej ciepło przy moim boku.

— Prawda — odparłem. — Dopiero zaczynamy.